poniedziałek, 14 lipca 2014

czternasty: próbując odnaleźć sens tego wszystkiego

Łucja otworzyła oczy, ale jedynym co zobaczyła były rozmyte, nachodzące na siebie plamy, tworzące jednolity obraz, w którym niemożliwe było rozpoznanie choć jednego kształtu. Intensywnie mrugała oczami, ale kontury wyostrzały się dość opornie i musiała minąć długa chwila nim w końcu była w stanie zobaczyć otoczenie wokół niej. Świadomość również nie była skora do współpracy, więc kolejne kilka minut oczekiwała, aż jakieś myśli zawitają do jej głowy, pozwalając jej cokolwiek rozpoznać. Gdy w jej głowie wszystko już ułożyło się na swoim miejscu, pierwszym spostrzeżeniem, które udało jej się zarejestrować były znienawidzone ściany otaczające ją z każdej strony.
Szpital.
Jak do jasnej cholery znów się tu znalazła?
Nagle wszystko sobie przypomniała. Oglądała pierwszy konkurs skoków na Igrzyskach Olimpijskich, a to stało się akurat gdy Andreas zasiadał na belce i miał oddać swój skok. Łucja zaciskała kciuki z taką siłą, iż skóra na jej palcach mocno zbielała. Andreas odepchnął się od drewnianej belki, a wtedy jej klatka piersiowa zapłonęła żywym ogniem, który zdawał się trawić powoli całe jej ciało. Przed jej oczami stanęły wszystkie gwiazdy nieba, wybuchając jedna po drugiej i tworząc w jej głowie jaskrawe, kolorowe obrazy. Krzyczała by zwrócić uwagę rodziców, którzy znaleźli się przy niej w ułamku sekundy, ale ich obecność nie była w stanie ugasić ognia, trawiącego powoli i boleśnie jej ciało. Nie mogli też nic zrobić by choć przyćmić jaskrawy blask kolorów, które opanowały wnętrze jej głowy i koniecznie chciały wydostać się na zewnątrz. Tu film się urywał. Wszystko zniknęło, razem z jej świadomością.
Obudziła się teraz, na oddziale intensywnej terapii. Salę wypełniały dźwięki pracujących urządzeń, które monitorowały jej funkcje życiowe, poza tym w pomieszczeniu panowała absolutna cisza. Podciągnęła się dość ociężale i oparła swoją poduszkę o górną część metalowego stelażu łóżka, po czym opadła na nią i odetchnęła ciężko. Prosta czynność, a jednak wymagała od niej zdecydowanie za dużo wysiłku. Odnalazła przycisk przywołujący pielęgniarkę i chwilę później do jednostajnego pikania dołączyły kroki kobiety, która szybko zareagowała na wezwanie. Chociaż nie. Określenie kobieta mocno ją postarzało. Była to młoda dziewczyna, która na pewno pracowała w szpitalu od niedawna.
- Witaj, Łucjo – powiedziała entuzjastycznie, a jej blond włosy podskoczyły lekko na jej głowie, gdy energicznie potrząsnęła głową. - Cieszę się, że mogę cię poznać, już dużo o tobie słyszałam!
Jej reakcja była mocno przesadzona, a Łucję lekko to przerażało. Opiekowało się nią mnóstwo pielęgniarek, ale jeszcze nie zdarzyło się by któraś z nich zachowywała się tak jakby Łucja była co najmniej gwiazdą kina, a nie jedną z wielu pacjentek.
- Bywam tu dość często – odparła na tyle głośno by dało się ją zrozumieć. Na więcej nie było ją stać.
- Och, nie to miałam na myśli – oznajmiła przysuwając krzesło bliżej jej łóżka, po czym usiadła na nim i obdarzyła dziewczynę kolejnym uśmiechem. - Jestem Julia Wellinger, Andi jest moim bratem.
Na sam dźwięk jego imienia, jej serce zaczęło bić szybciej, o czym nie omieszkało poinformować jej urządzenie, do którego była przywiązana, a na twarzy pojawił się uśmiech. Nie wiedziała jak poradził sobie w konkursie, podczas którego straciła przytomność, ale liczyła na to, że Julia co nieco jej na ten temat opowie. Chciała wydusić z siebie jakieś krótkie zdanie o treści Miło cię poznać Julio, ale zanim zdążyła zgromadzić odpowiednio dużo siły na sformułowanie tej wypowiedzi, siostra Andreasa zmieniła temat:
- Potrzebujesz czegoś? - spytała, troskliwie chwytając ją za rękę.
Tak, chcę natychmiast wrócić do domu – pomyślała, ale zamiast wyrzucić z siebie to życzenie, pokręciła lekko głową, wzdychając, a następnie spytała:
- Kto wygrał konkurs?
- Och – westchnęła zaskoczona takim pytaniem. Łucja dostrzegła lekkie zakłopotanie w jej oczach. - Naprawdę bardzo dużo cię ominęło – dorzuciła po chwili, a Łucja zignorowała tą uwagę. Ile mogła stracić w ciągu kilku godzin snu? No chyba, że to Andreas zdobył złoty medal. - Oba złote medale zdobył Kamil Stoch, ale za to w drużynie nasi nie mieli sobie równych.
- O czym pani mówi? - spytała Łucja ze zdziwieniem.
Julia spojrzała na nią współczująco, tak jakby miała oznajmić jej coś czego nie chciała słyszeć. Łucja jednak tyle razy słyszała już złe wieści, że jeszcze jedna chyba nie zrobiłaby już na niej żadnego wrażenia.
- Nie było cię z nami ponad tydzień.
A jednak. To krótkie zdanie było jak sztylet wbity wprost w jej chore serce. Los znowu sobie z niej zakpił, tym razem uderzając w inny punkt.
- Pani? O nie, tylko nie pani! - oburzyła się Julia po chwili, tak jakby ten krótki zwrot docierał do jej głowy jakąś dłuższą drogą niż cała reszta pytania. - Jestem Julia. Nie pani Julia!
Łucja mimowolnie się zaśmiała, ale po chwili jej niebieskie zaszkliły się pod wpływem łez, które zostały wywołane ze swojej kryjówki przez bolesną świadomość, że przespała całe igrzyska, a przynajmniej tą część, na którą czekała najbardziej.
- Julio? - odezwała się, ścierając łzy, które spłynęły po jej policzkach. - Naprawdę wszystko mnie ominęło?
- Wszystko? - zdziwiła się Julia. - Masz bardzo dziwną definicję słowa wszystko, kochanie. Przecież to tylko jakieś szumne wydarzenie sportowe, od którego boli mnie już głowa. Nawet przestałam żałować, że nie mogłam tam pojechać z całą rodziną. - zbliżyła się do niej, by pogładzić ją delikatnie po głowie. - Nie płacz już, dziecinko. Najważniejsze, że mamy cię z powrotem.
Łucja otarła łzy, które zdążyły spłynąć po jej policzkach i pokiwała energicznie głową. Nie chciała wyrabiać sobie opinii niezrównoważonego dziecka, które wybucha płaczem z byle powodu. Może gdyby dokładniej sprecyzowała powód swojej słabości, mogłaby choć częściowo usprawiedliwić swoje zachowanie, ale to byłoby równoznaczne ze współczującymi spojrzeniami i zbędną litością, czego za wszelką cenę chciała uniknąć. Nie mogła nagle wybuchnąć i powiedzieć, że to były ostatnie igrzyska, które miała możliwość oglądać. Ostatnie, bo chyba nikt nie był na tyle naiwny by łudzić się, że za kolejne cztery lata, Łucja wciąż będzie przeżywać swoje życie?
- Co właściwie mi się stało? Czy.. – przełknęła ślinę, torując drogę pytaniu, które uwięzło jej gdzieś w krtani. - Czy to już koniec?
- Och skądże! - zaświergotała Julia, a Łucja dla świętego spokoju postanowiła uznać tą odpowiedź za szczerą. - Po prostu jeden z leków nie działał prawidłowo, a w połączeniu z tak silnymi emocjami to nie mogło mieć innego efektu. Teraz wszystko jest w porządku, a przed tobą jeszcze mnóstwo wspaniałych chwil!
Łucja westchnęła ciężko, a do jej głowy znów zawitała uciążliwa myśl, mówiąca jej ile przegapiła przez swoje chore serce.
- Całe igrzyska – wymamrotała, kręcąc głową z niedowierzaniem.
Julia ponownie pogłaskała ją lekko po głowie.
- Igrzyska jeszcze trwają, a nasze patyczaki odbierają dziś swoje medale, więc chociaż to będziesz mogła sobie zobaczyć. Pod warunkiem, że już nam tak nie znikniesz – uśmiechnęła się, podnosząc się z krzesła. - Musisz teraz dużo odpoczywać. Andreas na pewno wszystko ci opowie kiedy tylko przyjedzie, a teraz się prześpij.
Tak jakby ponad tygodniowy sen nie był wystarczający.
Łucja postanowiła sobie, że nie zamknie oczu dopóki nie zobaczy ceremonii medalowej, na której Andreas miał odebrać swój pierwszy medal olimpijski. Bała się, że kiedy sen porwie ją w swoje objęcia, znów obudzi się po upływie tygodnia.
Lub nie obudzi się w ogóle.
Jej usilne starania by odgonić od siebie zmęczenie nie zdały się na nic. Trudno było nie zasnąć, mając za swoje towarzystwo jedynie siebie i uporczywe dźwięki urządzeń, których nienawidziła za to, że to akurat ona musi być do nich uwiązana. Sen porwał ją tuż po tym jak pielęgniarka opuściła salę. Na szczęście tym razem nie więził jej tak długo i obudziła się godzinę później, gdy przyjechali do niej rodzice.
Szaleli ze szczęścia gdy widzieli uśmiech na jej twarzy. Ściskali ją tak jakby byli przekonani, że stracili ją na zawsze.
- Wszystkiego najlepszego! - powiedzieli jednocześnie, gdy już przestali ją obejmować i całować. Wtedy Łucja zdała sobie sprawę, że przespała nie tylko Igrzyska, ale również swoje siedemnaste urodziny.
- Mam twoją bransoletkę – oznajmiła mama grzebiąc w swojej torebce. Wyciągnęła z niej własność córki i podała jej wraz z nieprzyczepioną jeszcze przywieszką – Chciałam zrobić to za ciebie, ale pomyślałam, że ta przywieszka jest wyjątkowa i nie mam do tego prawa.
Łucja przewróciła oczami, biorąc w swoje ręce bransoletkę. Już po chwili wysadzana malutkimi brylancikami literka A błyszczała w słońcu, dyndając na jej nadgarstku, który uniosła by zobaczyć jak prezent od Andreasa komponuje się z całością.




*



- Andreasie, czy tobie przypadkiem nie wlazły jakieś zmutowane rosyjskie wiewiórki do gaci? - spytał Severin, gdy snowboardziści wyszli na scenę by odebrać swoje medale.
Wellinger stanął w miejscu jak wmurowany i spostrzegł, że koledzy przyglądają mu się badawczo, powstrzymując się od większej ilości złośliwych komentarzy. Chłopak do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, że dosyć gwałtownie podrygiwał w miejscu.
– Uspokój się, bo jak dalej będziesz tak podskakiwał to nam tu jeszcze rekord Evensena pobijesz – dorzucił Wank klepiąc go w ramię. - Oczywiście życzyłbym ci tego, ale obawiam się, że poza skocznią nikt ci tego nie zaliczy, a szkoda byłoby zmarnować taki skok, prawda?
– Na skoczni też nikt mu tego nie zaliczy, bo od jakiegoś czasu nie odnotowuje się oficjalnych rekordów.
– Zamknij się, Freund to miała być tylko przenośnia!
- Przenośnia – prychnął Severin. - Co za wyszukane słownictwo!
Skoczkowie z pozostałych drużyn zaczęli ustalać kolejność w jakiej będą wychodzić na scenę. Austriakom i Japończykom poszło to jak z płatka, tylko Niemcy odnaleźli w tym pretekst do wszczęcia kolejnej wojny i udowadniania swojej wyższości sobie nawzajem.
- Dobra! - powiedział Severin tonem przywódcy, klaskając w ręce. - Jestem najstarszy, więc to ja pójdę pierwszy!
- O nie! - oburzył się Kraus. - Ja miałem najlepszy wynik z was wszystkich, więc to ja powinienem iść jako pierwszy!
Severin spojrzał na Wellingera, który sprawiał wrażenie całkowicie wyłączonego, egzystującego w jakimś innym świecie, do którego oni nie mieli wstępu. Drżące z nerwów ręce schował do kieszeni swojej tęczowej kurtki, która sprawiała, że wyglądał jak dziecko, które zgubiło mamę, a jego oczy były szeroko otwarte i skierowane na ścianę.
- A może ustąpilibyśmy najmłodszemu? - zaproponował Freund, a Andreas poruszył się gwałtownie, słysząc, że ktoś o nim rozmawia. Przyzwyczaił się już, że słowo najmłodszy i wszystkie jego wymyślne synonimy są stosowane jako zamiennik jego imienia.
- Chyba żartujesz! - rzucił Wank. - Wellinger jest tak zestresowany, że na pewno zemdleje zanim w ogóle zdąży się pokazać na tej scenie. Uważam, że to ja powinienem iść pierwszy za to jak potraktowaliście mnie w Zakopanem!
Andreas miał zamiar zaprotestować mówiąc, iż wcale nie jest zestresowany, ale ostatecznie tego nie zrobił, bo wiedział, że to byłoby kłamstwo. Nogi miał jak z ołowiu i obawiał się o to, że aby pokazać się na scenie ktoś będzie musiał go na nią wnieść.
Brakło im czasu na dłuższe ustalenia, gdyż wolontariusze nakazali im ustawić się w szeregu i przygotować się do wyjścia na scenę. Austriacy ustawili się jakby automatycznie bez zbędnych dyskusji, podobnie jak Japończycy. Tylko niemieccy zawodnicy (dokładniej – Wank i Kraus) zaczęli się między sobą przepychać, przyciągając oczy wszystkich zebranych za kulisami ludzi. Severin szturchnął stojącego bliżej Krausa w ramię, dając mu dyskretnie do zrozumienia, że ich przepychanki muszą się skończyć. Stanęło na tym, że to Wank miał iść na samym przodzie, ku ogromnemu niezadowoleniu Marinusa. Młodszy Andreas kroczył natomiast przed Severinem, który zaoferował się go złapać gdy emocje go przerosną, ale Wellinger miał co do tego sceptyczne podejście. Ani trochę mu nie ufał, jednak z dwojga złego, jeśli już miał się przewrócić to wolał staranować Freunda niż na przykład Noriakiego Kasaiego, który miał już swoje lata.
Kiedy wyszedł zza kulis, a blask reflektorów na chwilę go oślepił, stres wyparował z niego tak szybko jak resztki mózgu z głowy Geigera, gdy pobrał aplikację Pou na swój telefon. Jak mógł się stresować? Przecież przyszedł tu odebrać złoty medal olimpijski, o którym marzył każdy zawodnik! Kibice byli z niego dumni, a ci, którzy spoglądali na niego z nienawiścią, robili to po prostu z przekonania, że to reprezentant ich kraju powinien stać na jego miejscu. Nic z tego, to on – razem z kolegami – wywalczył sobie to miejsce. Był kimś i nie miał żadnego powodu do stresu, a jedynie do dumy i ogromnej radości.
Stanął między Marinusem, a Severinem przed najwyższym stopniem ogromnego podium, o krok dalej niż pozostałe drużyny. Spiker zaczął wymieniać nazwiska brązowych medalistów, a wolną chwilę natychmiast wykorzystał Wank i rozpoczął sobie pogawędkę z Marinusem.
- Niezłe – mruknął na tyle głośno, iż Andreas także to usłyszał. Nie musiał nawet zerkać na starszego kolegę by wiedzieć, że kiwnął głową w kierunku Rosjanek ubranych w granatowe płaszcze i uszanki z białym futerkiem okalającym ich głowy.
- Wyglądają jak klony – odparł Kraus, osłaniając lekko twarz przed jaskrawym światłem, by ułatwić sobie przyglądanie się publiczności. - Myślę, że tam znajdziemy lepsze laski.
- Ta – mruknął Wank ze zrezygnowaniem. - Połowa z nich gapi się na Schlierenzauera, a druga połowa na Welllingera.
- Phi – wtrącił Andreas, a do jego wypowiedzi wkradła się nutka złośliwości. - Schlierenzauer dawno wyszedł z mody. One wszystkie gapią się na mnie.
Koledzy spojrzeli na młodszego z Andrasów, a z ich oczu aż kipiała zawiść. Wellinger starał się zignorować ich wzrok, ale gdy spoglądali tak na niego dłuższą chwilę, nie mógł powstrzymać się od drwiącego uśmiechu.
- No i co się tak gapicie? Nie jestem nimi zainteresowany, możecie się za nie brać jak już z nami tutaj skończą.
- Super, dzięki za pozwolenie panie Kłaniajcie mi się, bo jestem teraz w modzie. Chyba jednak wolę te Rosjanki.
- Wydaje mi się, że one wolą dojrzalszych mężczyzn – stwierdził Wellinger, a złośliwość wciąż nie znikała z tonu jego głosu. - Taki Kasai to pewnie spełnienie ich marzeń, ale wy?
- Sugerujesz, że jestem niedojrzały? - oburzył się Wank. - Mówi mi to osiemnastolatek!
- No właśnie – dorzucił Kraus równie oburzony, krzyżując ręce na ramionach.
- Ależ skądże! Nie śmiałbym kwestionować waszej dojrzałości, zwłaszcza po tym kiedy tak wspaniale ją zaprezentowaliście kłócąc się o to który z was ma iść pierwszy...
- Faktycznie gapią się na Kasaiego – zauważył Wank, ignorując uwagę Andreasa. - No nie! To na pewno przez te kurtki! - naciągnął lekko kolorowy materiał i spojrzał na niego z obrzydzeniem. - Nie dość, że wyglądamy w nich jak gimnazjaliści to jeszcze jak tacy – urwał na moment szukając odpowiedniego słowa - tacy pedalscy gimnazjaliści!
- Raczej jak gimnazjalistki – wtrącił milczący dotychczas Severin. - I tak też się zachowujecie. Inni zawodnicy jakoś potrafią zachować powagę przez te pięć czy dziesięć minut, tylko wy ekscytujecie się jak właśnie takie gimnazjalistki gdy widzą tyłek Manuela Neuera!
- Zastanówmy się dlaczego się ekscytujemy? Hm – starszy Andreas udał, że się zastanawia, po czym stanowczo dodał: - Może dlatego, że zdobyliśmy złote medale olimpijskie i za chwilę mamy je odebrać? Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to znacznie lepszy powód do ekscytowania się niż tyłek Manuela Neuera.
- Och, ekscytujecie się medalami, naprawdę? - spytał przywołując na twarz teatralny uśmieszek. - Myślałem, że panienkami w białych kozaczkach.
- To cały czas lepsze niż tyłek Neuera.
Cała czwórka wyprostowała się gwałtownie gdy spiker skończył wymieniać nazwiska austriackich skoczków i przeszedł do nich – złotych medalistów. Nadchodziła ich chwila. Zażegnali zaciętą dyskusję i chwycili się za ręce by pokazać światu, że mimo tych drobnych sporów, które tworzą w swoim gronie niemalże co minutę, wciąż są jedną drużyną, mają takie same cele, a jeden z nich właśnie udało im się osiągnąć.
Wskoczyli na najwyższy stopień podium, unosząc w górę swoje ściśnięte dłonie. Poczuli na własnej skórze zazdrosne westchnienia Austriaków, którzy mieli bronić tytułu. Niestety, nie tym razem. Tego wieczora złote medale zalśniły na szyjach niesfornych reprezentantów Niemiec.




*



Nie spodziewał się w domu hucznego powitania, gdyż jego rodzina była obecna w Rosji i to tam został przez nich wyściskany niemalże do utraty tchu. Tylko Julia, jego biedna Julia musiała zostać, bo ten stary, zgorzkniały dziad jej zazdrości i nie dał jej na ten czas urlopu. Wiedział, że siostra mu nie odpuści, dlatego korzystając z faktu, że nie wróciła jeszcze ze swojej porannej zmiany, regenerował siły, gapiąc się na sufit w swoim pokoju.
Emocje wciąż w nim buzowały. Ciągle słyszał swoje nazwisko wymawiane z rosyjskim akcentem przez spikera i te wszystkie krzyki i oklaski, które po tym nastąpiły. Najprzyjemniejsze było jednak uczucie dumy, które towarzyszyło mu kiedy w Soczi rozbrzmiał niemiecki hymn, a on mógł wyśpiewać go razem z kolegami stojąc na najwyższym stopniu podium, ze złotym medalem, który przyjemnie ciążył mu na szyi.
Uśmiechnął się do siebie gdy te przeżycia do niego powróciły, a potem wszystko zniknęło wraz z trzaskiem otwieranych drzwi. Nie musiał nawet podnosić głowy, by wiedzieć, że to Julia.
Siostra od razu rzuciła się na niego z uściskami, nie dając mu nawet czasu by mógł podnieść się do pozycji siedzącej. Kiedy w końcu wypuściła go ze swoich ramion, a on usiadł tuż obok, przyjrzała mu się, tak jakby go nie poznawała.
- No i gdzie się podział mój młodszy upierdliwy brat, który urywał głowy moim lalkom? - spytała szczypiąc go lekko w policzek. - No już, pokazuj mi ten medal!
Wyciągnął dłoń w stronę szuflady w nocnej szafce i po omacku wyszukał w niej medalu. Julia wzięła go w ręce tak delikatnie jakby bała się, że go zniszczy. Założyła mu go na szyję i przyjrzała mu się dokładnie, jakby wciąż nie dowierzając, że ten złoty krążek należy do jej młodszego brata. Kiedy po raz kolejny zdała sobie sprawę z tego, co osiągnął Andreas, znów rzuciła się na niego z uściskami, mówiąc że jest najdumniejszą starszą siostrą na świecie. Ściskali się i śmiali, a dobre humory nie opuszczały ich, dopóki Julia w swojej euforii nie zaczęła opowiadać o tym jak poznała jego Łucję, a każdy kolejny szczegół sprawiał, że medal, który wciąż wisiał na jego szyi, robił się cięższy i ciągnął go w dół.

Przybył do szpitala tak szybko jak pozwolił mu na to ruch uliczny w godzinach szczytu, czyli w ciągu niemalże dwóch godzin, które i tak wydały mu się dość błyskawicznym czasem, biorąc pod uwagę ogrom korków na drogach.
Recepcjonistka wręcz odstraszała wyrazem swojej twarzy; wyglądała tak jakby odbywała karę, a nie wykonywała swoją pracę. Andreas wolał nie prosić jej o pomoc. Na odpowiedni oddział dotarł z pomocą wskazówek, które udało mu się wyłapać z chaotycznej wypowiedzi Julii. Serce biło mu gdzieś w przełyku, gdy niemalże w biegu przemierzał szpitalny korytarz. Bez większych problemów znalazł salę, w której aktualnie przebywała Łucja i zatrzymał się na chwilę by spojrzeć na nią przez szybkę w drzwiach.
Łucja, Luzzie.
Spała, a taką przynajmniej miał nadzieję. Wśliznął się do sali po cichu, by nie zwracać niczyjej uwagi. Wiedział, że nie powinno go tu być.
Usiadł przy niej i chwycił ją za rękę. Bijący od niej chłód przeszył jego ciało na wskroś, bez problemu odnajdując źródło jego łez, które natychmiast napłynęły do jego oczu. Spoglądał na jej pogrążone we śnie ciało, na ręce, wplątane w zbiór rurek i kabelków, które więziły ją przy tych wszystkich wszystkich urządzeniach jak skazańca przy ścianie. Tylko dlaczego? Przecież jej serce mimo choroby było wręcz przepełnione dobrocią. Była ostatnią osobą, która zasłużyła na taki los.
- Andreas. - usłyszał jej słaby głos, a po chwili dostrzegł, że jej powieki rozwarły się, a ona spoglądała na niego swoimi niebieskimi oczami tak jak tylko ona potrafiła to robić. Z zaćmionych jeszcze snem oczu wręcz wylewała się miłość i radość z jego obecności. - Gratuluję złotego medalu - powiedziała, a z każdym kolejnym słowem, jej głos nabierał siły. - I przepraszam, że nie trzymałam kciuków – dodała, smutniejąc nieznacznie.
Andreas zacisnął powieki, ale łzy mimo wszystko się spod nich wydostały. Nawet fakt, że jej życie zawisło na włosku nie był w stanie zachwiać jej dobroci i troski o innych. Zacisnął mocniej palce wokół jej dłoni, a drugą ręką odgarnął kosmyki opadające na jej czoło, po czym pochylił się by złożyć na nim delikatny pocałunek.
- Nie przepraszaj za coś na co nie miałaś wpływu – uśmiechnął się do niej, a ów uśmiech poszerzył się znacznie, gdy dostrzegł, że kąciki ust Łucji także powędrowały lekko w górę.
- Na twoim miejscu już bym wychodziła – oznajmiła Łucja. - Pielęgniarka, która tutaj teraz urzęduje jest, łagodnie mówiąc dość niemiła dla nieproszonych odwiedzających.


_____________

Wydawało mi się, że ten rozdział jest żałosny, ale przeczytałam go kilka razy i stwierdziłam, że może nie ma aż tak źle i chyba mogę go opublikować. Uparty był jak osioł, miałam go dodać w czwartek, ale on nie chciał ze mną współpracować i ostateczny efekt jest trochę mizerny... No ale już nie marudzę, bo robię to pod każdym rozdziałem. Muszę w końcu spiąć tyłek i wziąć się za to porządnie, a nie z otwartym fejsem, zdjęciami piłkarzy na tumblrze i sms-ami od przyjaciółki. Chociaż obawiam się, że i to nie pomoże, bo w moim mieszkanku najzwyczajniej w świecie nie ma warunków do jakiegoś produktywnego pisania, dwa pokoje, czterech ludzi i znajdź tu miejsce, w którym można się zaszyć. Próbowałam w piwnicy, ale tam też mi cały czas ktoś zagląda, serio. Szlag mnie trafi jeśli nie dostanę tego swojego pokoju jeszcze w tym roku!
PS Dziewczyny, co z Wami? Co to za zastój w blogosferze! Dajcie mi jakiś znak życia, bo się martwię! Pomyślałabym, że już mnie nie lubicie, ale zauważyłam, że na wielu blogach panuje taka cisza...

4 komentarze:

  1. A no zastój w blogosferze, też mnie zaczyna martwić, tak na początek wakacji można było się spodziewać czegoś wręcz przeciwnego. I Kochana, jak ty takie perełki piszesz, jednocześnie robiąc trzy inne rzeczy to ja naprawdę się już schowam pod tą ziemię... A teraz do rzeczy:
    Ja sobie często lubię sentymentalnie różne stare dekoracje oglądać i zawsze myślę, co oni wtedy czuli. No ale teraz to ja się chyba udławię przy tym Soczi, jak sobie pomyślę, że te ich szepty były o tyłku Neuera ;p. To było genialne, Wank i Kraus o panienkach, a Severin im przeszkadza z tym tyłkiem.
    Napisałaś mi ostatnio w komentarzu, że byś go na mundial przygarnęła. No, słuchanie tego byłoby bezcenne. I w sumie dobrze, że dodajesz ten rozdział po mistrzostwach, bo zamiast warczeć na Niemców po każdym kolejnym spotkaniu (ja nie wiem co ja do nich mam) ryczałabym ze śmiechu.
    Ale w sumie koniec, bo właśnie pokazuje jaka ja jestem niedojrzała. Tyle powagi i smutku było w tym odcinku, a ja tylko o tyłku Neuera. Pięknie, staje się damską wersją Freunda...
    Biedna Łucja, straciła tak ważne dla niej wydarzenie. Sama nie wyobrażam sobie przegapienia choć jednego konkursu olimpijskiego, a przecież dla niej to coś znacznie więcej, tam jest jej chłopak... I ten opis Pieszczoszka, który wraca do domu i jego medal, zamiast dumy i radości staje się nieustającym, bolesnym ciężarem. To było jednocześnie tak brutalne i prawdziwe- chyba nadużywam tego słowa. Ile razy zdarza się nam, iż szczęście przeplata się z goryczą. Stoimy tak pomiędzy i już nie wiemy- śmiać się czy płakać. Andi stara się powstrzymać te łzy. Jestem coraz pewniejsza, że to idealny wybór dla Łucji. Jest silny, będzie zawsze, będzie ją trzymał za rękę. A czego więcej może pragnąć cierpiący człowiek niż miłości? Za miłością zawsze idzie nadzieja... Choć czasem trzeba zapłakać, jesteśmy tylko ludźmi...

    Heh... Może ja wrócę do tyłka Neuera, bo znowu mam mokre oczy...?

    No, kocham to opowiadanie, choć boję się bardzo momentu, w który wkraczamy. I kocham wszystko co piszesz, mocno, mocno.
    Buziaki;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perełka? Hm, może i tak, ale w jakiejś wyjątkowo paskudnej muszli, z której ciężko ją wydobyć :p
      Jeśli chodzi o stare dekoracje to ja też lubię je oglądać. Pisząc ten rozdział, dekorację z konkursu drużynowego obejrzałam chyba z miliard razy, a jak potem oglądając ten mundialowy finał myślałam, że moja głowa nie zniesie niemieckiego hymnu jeszcze jeden raz.
      Nie sądziłam, że tym razem to tyłek Neuera skradnie całe show, myślałam, że bardziej zwrócicie uwagę na wzmiankę o Karlu. No, ale to dobrze, bo jak czytałam ten rozdział to tak sobie myślałam, że fragment z tyłkiem Neuera jest najbardziej żałosny z tego wszystkiego. To, że poświęciłaś mu największą uwagę wcale nie świadczy o Twojej niedojrzałości, bo te wszystkie smutki to nie jest jeszcze nawet namiastka tego co przygotowałam na koniec - tu jeszcze nie ma miejsca na łzy :) (A poza tym to Manuel Neuer jest świetny i nie można mu nie poświęcić uwagi :>) Na razie chowam swoją podłość do szuflady i pozwolę Łucji wyjść ze szpitala. Przynajmniej na trochę...

      Usuń
  2. Heh tyłek Neuera ! <3 Boże Boże mundial mundialem, ale rozdział fantastyczny :-P idealnie współgrałaś wygraną Niemców na mundialu ze swoim rozdziałem:-P cały czas mam przed oczami tyłek Manuela i pamiętne Soczi:-P
    Dziękuję i pozdrawiam
    Natalia:-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie cały czas myślałam, że Niemcy zdominowali oba sportowe wydarzenia, na które czekałam w tym roku (choć w przypadku Igrzysk trudno powiedzieć, że to Niemcy je zdominowali, no ale mam na myśli konkurs drużynowy ;)), a jak już przyszło mi publikować ten rozdział to nawet się nie zorientowałam, że to się tak zgrało :p
      Dziękuję za komentarz, Natalio! :*

      Usuń