wtorek, 6 maja 2014

dziewiąty: trochę słońca między jedną, a kolejną burzą


Słońce wychyliło się zza chmurnej zasłony oświetlając zasypane śniegiem miasto. W powietrzu unosiła się magiczna aura, dopełniona przez świąteczne ozdoby, widoczne w sklepowych witrynach, czy też prywatnych posesjach. Świąteczna atmosfera unosiła się w powietrzu już od dobrego miesiąca, jednak Łucja zaczęła odczuwać ją dopiero w tamtym momencie. Wpatrywała się w te zimowo-świąteczne krajobrazy przez szybę w samochodzie Andreasa, wciąż nie dowierzając we własne szczęście. Bała się spojrzeć w bok. Bała się, że kiedy to zrobi wybudzi się z pięknego snu i wróci do rzeczywistości, w której Wellinger nie chce jej znać, a ona skazana jest na szpitalną salę.
Minęło trochę czasu zanim jej chore serce przestało łomotać jak szalone, a jej oddech powrócił do normalnego rytmu. Dopiero wtedy przekręciła lekko głowę, zerkając w stronę Andreasa. Świat nie zawirował jej przed oczami, przenosząc ją w szarą rzeczywistość. Bo rzeczywistością było to, że właśnie przeżywała najszczęśliwsze chwile swojego życia. Życia, które w każdej chwili mogło się skończyć...
-Z czego się śmiejesz? - spytał Wellinger nie odrywając wzroku od rozciągającej się przed nimi drogi.
Ona sama speszyła się odrobinę, gdyż nie zdała sobie nawet sprawy z tego, w którym momencie śmiech wypłynął z jej klatki piersiowej.
-Ja... - zacięła się, nie wiedząc jak wytłumaczyć mu swoje uczucia. Fala jej ciemnych włosów zasłoniła jej uśmiechniętą i lekko zarumienioną twarz. Gdy w głowie zaświtało jej pytanie, które powinna zadać mu dużo wcześniej, odgarnęła kosmyki za plecy i spojrzała na niego z lekkim niepokojem. - Dlaczego to robisz?
Dostrzegła malutką zmarszczkę, która pojawiła się między jego brwiami w momencie gdy dotarły do niego jej słowa. Był lekko zaskoczony, toteż odpowiedź, którą otrzymała była lakoniczna i dość dziecinna:
-Bo chcę.
Łucja przeniosła swój wzrok z powrotem za szybę i uśmiechnęła się lekko pod nosem. Choć ta odpowiedź nie była zadowalająca, to śmieszył ją sposób w jaki Andreas wypowiedział te dwa słowa. Dojrzałość mieszała się w nim z tą przeuroczą dziecinnością, sprawiając, że Wellinger był jedyny w swoim rodzaju.
-Możesz mi powiedzieć gdzie jedziemy? - spytała po chwili.
-Do świetnej restauracji – odparł, a na jego twarzy pojawił się uśmiech, którego znaczenie znał chyba tylko sam Bóg.
Ową świetną restauracją, o której mówił Andreas okazał się McDonald w centrum Heilbronn, które Łucji kojarzyło się głównie ze znienawidzonym szpitalem. Starała się jednak odrzucać od siebie te paskudne skojarzenia, skupiając się jedynie na euforii, którą odczuwała w obecności Wellingera.
-Już zaczynałam mieć cię za dojrzałego, młodego mężczyznę – westchnęła Łucja, gdy Andreas stanął przy gablocie z zabawkami, gdzie w dwóch rządkach stały ustawione kolorowe kucyki z popularnej bajki My Little Pony, którą czasami oglądał Łukasz.
-Ten różowy przypomina mi Geigera – oznajmił tak jakby to była najoczywistsza oczywistość. - Ma taki sam wkurzający uśmiech.
Łucja zaśmiała się cicho i zajrzała do gabloty przez jego ramię.
-Za to ten biały z fioletową grzywą to cały ty – odparła. - Taki wycackany z idealną fryzurą. Po prostu wypisz wymaluj! - zaśmiała się cicho, obserwując jednocześnie jego reakcję.
Andreas wyprostował się gwałtownie i przeniósł swój wzrok na dziewczynę. Widząc jego obrażoną minę, Łucja roześmiała się nieco głośniej, co spotkało się z jego dezaprobatą.
-Hej! - oburzył się. - Przestań się śmiać, bo to wcale nie było śmieszne. Zostawię cię tu jeśli nie przestaniesz!
-Teraz jeszcze bardziej go przypominasz – zachichotała. - A poza tym to znam tą groźbę. Mój brat słyszy ją po kilka razy dziennie.
Chłopak przyłączył się do niej ze swoim perlistym śmiechem, a następnie wykonał głową ruch, który miał imitować odrzucenie włosów za siebie.
-Niestety nie mam takiej efektownej grzywy – udał zasmuconego, po czym ustawił się w kolejce za kobietą z dwójką rozwydrzonych dzieci, które nie potrafiły się na nic zdecydować.
-Może powinieneś zapuścić? - zaproponowała Łucja.
-Raczej nie skorzystam z tej propozycji, ale chyba podsunę ją Karlowi.
Trochę czasu minęło zanim kobieta i jej dzieci odeszły od lady. Kiedy Łucja i Andreas odebrali swoje zamówienie, zajęli miejsce gdzieś w kącie, tak by restauracyjny zgiełk jak najmniej im przeszkadzał.
-Na pewno nie wolałeś zjeść porządniej? - spytała Łucja, sadowiąc się u jego boku. - W końcu do McDonalda raczej nie przychodzi się na sałatkę...
-Jeśli mam pokonać twoich Polaków na Igrzyskach, już muszę zacząć o siebie dbać.
-Miło, że ktoś rozumie mój ból – zaśmiała się Łucja patrząc w papierową miseczkę pełną zieleniny. - Przyjść do restauracji serwującej tłuste i kuszące fast foody po to by zjeść posiłek godny królika... - pokręciła lekko głową, a po chwili odpowiedź Andreasa prawidłowo zakodowała się w jej głowie, dlatego dodała: - Nawet o tym nie myśl. Coś czuję, że Polska zgarnie wszystkie złote medale w skokach.
-Chyba słońce dziś za mocno świeci i trochę ci przygrzało – rozczochrał jej delikatnie włosy, prezentując swoje zęby w szerokim uśmiechu.
-Powiedziałam ci żebyś zapuścił sobie swoje włosy! - wypaliła, strzelając go lekko w rękę.
Gdy przywracała swoją fryzurę do pierwotnego porządku na jej nadgarstku zabrzęczała bransoletka.
-Co to? - spytał, gdy pospiesznie schowała ją pod rękawem swojej bluzy. Domyślił się, że ma to jakiś związek z jej chorobą, toteż ciekawość eksplodowała w nim momentalnie.
Tylko, że ona nie miała ochoty poruszać tego tematu, nie teraz, gdy było jej tak dobrze. Najchętniej nałożyłaby na nią tabu i udawała, że jej serce funkcjonuje prawidłowo.
-Bransoletka – mruknęła wymijająco spuszczając wzrok na rąbki swoich rękawów. Poczuła jak jego ramiona oplotły ją delikatnie, a jedna z jego dłoni zawędrowała na nadgarstek, gdzie pod rękawem bluzy schowała ową bransoletkę. Choć w tamtym momencie wcale nie nalegał na to by tłumaczyła mu jej znaczenie, wiedziała, że zrobi to innym razem i będzie próbował do skutku. Wolała mieć to za sobą. – Co roku w swoje urodziny przyczepiam do niej jedną przywieszkę – wyjaśniła. - Kiedy pierwszy raz trafiłam do szpitala jedna ze starszych ode mnie dziewczyn miała podobną i powiedziała mi, że to pomaga. Od razu zażyczyłam sobie takiej od rodziców i od tamtej pory co roku uzupełniam ją o nową ozdóbkę. Tylko że teraz robię to już tylko z przyzwyczajenia – ugryzła się w język. Przecież miała zatrzymać się na tym krótkim wyjaśnieniu! Dlaczego była aż tak wylewna? Szczególnie ostatnie zdanie powinna powstrzymać przed wypłynięciem z jej ust. Chciała nakładać tabu na ten temat, a tymczasem sama go wywołała, bez wątpienia zadając Andreasowi bolesny cios.
Do tej pory gwar panujący w restauracji był dla nich niedosłyszalny, ale milczenie, które między nimi zapanowało, sprawiło, iż głosy klientów i pracowników jakby nagle stały się głośniejsze i intensywniejsze. Chłopak milczał analizując słowa Łucji, która miała ochotę wyrwać sobie garść włosów za dorzucenie tej niepotrzebnej kwestii. Atmosfera zagęściła się i to znacznie, a to wszystko przez jej przesadną wylewność.
Wellinger zacisnął na moment powieki, by dodać sobie odwagi, ale to nie wystarczyło. Musiał wziąć kilka głębokich oddechów, a mimo to pytanie, które jej zadał, z trudem przeszło mu przez gardło. Jego głos drżał niespokojnie, co nie dodało temu ani krzty pewności.
-Nie ma dla ciebie już żadnych nadziei?
Łucja idąc w jego ślad również odetchnęła głębiej, nie wiedząc jaka odpowiedź byłaby prawidłowa. Jak odpowiedzieć na jego pytanie w taki sposób by nie zadawać mu kolejnej porcji bólu, a jednocześnie nie pielęgnować w nim złudnej nadziei, która do niczego nie prowadzi? Najlepiej byłoby powiedzieć mu co o tym wszystkim myśli, co też z trudem zrobiła.
-Nadzieją jest tylko przeszczep – odpowiedziała ostrożnie, a wziąwszy kolejny głęboki wdech, dodała: - Przeszczep, który wymaga czyjejś śmierci, a ja chyba wolę umrzeć niż żyć czyimś kosztem.
Andreas instynktownie mocniej zacisnął ramiona wokół niej. Nie wiedział jednak czy było to spowodowane chęcią chronienia jej, czy po prostu był to odruch przerażenia.
Bo tamte słowa Łucji dały mu do zrozumienia, że ich relacja nie będzie polegała na spotykaniu się co jakiś czas w miłych okolicznościach, które czasami będą zastępowane przez wesołe odwiedziny w szpitalu. Wtedy zaczęło do niego docierać, że ciężar odpowiedzialności, którą wziął na swoje barki był o wiele większy niż mu się wydawało.
Przez chwilę w jego głowie pojawiły się myśli, nakazujące mu wycofać się z tej decyzji. Miał na głowie sezon olimpijski, przygotowania do Turnieju Czterech Skoczni i mnóstwo konkursów, z których każdy był dla niego bardzo ważny. Był młody i od tych najmłodszych lat pragnął odnosić wielkie sukcesy.
Jednak czy te sukcesy będą smakowały tak samo ze świadomością, że dla ich osiągnięcia zawiódł osobę, na której mu zależało?
-Przepraszam – powiedziała cicho Łucja, przerywając jego rozmyślania. - Nie powinnam była mówić tego wszystkiego teraz.
-Nie przepraszaj – odpowiedział, gładząc dłonią jej ramię.
-Skoro już wiesz na czym stoisz – dorzuciła, spoglądając na niego uważnie - powiedz mi czy jesteś pewien, że się na to piszesz?
Serce załomotało mu jak szalone gdy Łucja zadała mu to pytanie. Musiał się jednak oswoić ze świadomością, że jeszcze nie raz będzie musiał na nie odpowiedzieć.
-Przecież już ci powiedziałem – odparł siląc się na stanowczość. - Nie jesteś zabawką i nie zostawię cię dla ułatwienia sobie życia.


__________________________
Znów miałam problemy i znów dostałam nagłej weny. Mimo wszystko nie jestem do końca zadowolona, ale raczej nie czuję się na siłach by napisać coś lepszego. Byłam bardzo zdeterminowana by coś tutaj dodać, jakąś weselszą scenkę, ale wczoraj (przedwczoraj w sumie, bo mamy już po północy, nieważne) spadła na mnie pewna wiadomość, jak grom z jasnego nieba. Muszę pogodzić się z ogromną stratą, nie wiem ile to potrwa, na pewno będę w stanie pisać, bo to mnie uspokaja, ale nie wiem czy to będzie nadawało się do publikacji. Mam coś radosnego, czego mogę się chwycić, w końcu moje piłkarzyki kochane wywalczyły sobie finał Ligi Mistrzów, więc z ich nieświadomą pomocą może uda mi się dojść do siebie szybciej niż może się wydawać ;)
Mam jeszcze jedno ogłoszenie, trochę pogodniejsze, bo pułapka zwana piłką nożną, osłabiła moją i tak już słabą wolę i założyłam nowego bloga <klik> Wstrzymam się trochę ze startem, chyba że moja przyszła ofiara pokaże się na boisku i przywróci mi życiową radość aż za szybko :)
Ach... i jeszcze jedno! Zrobiłam się trochę bardziej towarzyska i założyłam sobie wywiadera i tumblr'a. Jeśli chcecie pogadać to zapraszam tam albo na gadu. Jestem otwarta, a w chwili obecnej wręcz łaknę rozmowy o czymkolwiek!

No i tak już na zupełny koniec tej długiej wypowiedzi, życzę powodzenia wszystkim maturzystkom, które tu zaglądają :) Połamania piór/długopisów czy czym tam piszecie. Oby język obcy nie był dla Was aż tak obcy :) (No i żeby matma była dla Was zrozumiała, ale wątpię, że któraś to przeczyta przed tym egzaminem.) Trzymam za Was kciuki. Obyście nie musiały przychodzić na sierpniowe poprawiny.

12 komentarzy:

  1. A właśnie, że czytam- ja maturzystka 50 min przed maturą. A taka chwila luzu przed matmą ;)
    bardzo refleksyjny rozdział, ale piękny. Andreas taki romantyczny. Cholera szkoda mi Łucji :(
    Pozdrawiam
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andreas romantyczny? :p No nie wiem, nie wiem. Biorąc pod uwagę miejsce, do którego zabrał Łucję to chyba nie ma mowy o żadnej romantyczności :)
      Mam nadzieję, że ten twór mojej wyobraźni nie zmącił Ci niczego w głowie i napiszesz maturę najlepiej jak potrafisz! :) Trzymam kciuki, chyba zostało 25 minut pisania, o ile się nie mylę :p

      Usuń
  2. Kochana, ten rozdział jest cudowny :*
    Ten fragment z kucykami My Little Pony mnie powalił. Śmiałam się jak głupia, co ostatnio jest u mnie rzadkością. Karl podobny do jednego z kucyków. No, tego jeszcze nie było :D Swoją drogą, to lepszej restauracji w okolicy chyba już nie mieli, skoro Andi zabrał Łucję do McDonald'a. Zdrowe odżywianie podstawą sukcesu każdego sportowca. Atmosfera między nimi tak szybko się zmienia, ale Łucja dobrze robi, że mówi mu jak jest. Dobrze, że wie na czym stoi. Widać, że Andiego to zaczyna przerastać, ale o dziwo nie nie poddaje. Najbardziej wzruszyło mnie wyznanie Łucji, że woli umrzeć, niż przeżyć dzięki sercu innej osoby, która musiała umrzeć.
    Mam nadzieję, że wszystko dojdziesz do siebie i już niedługo pojawi się nowy rozdział ;) Jak znajdę chwilę, to może się odezwę do Ciebie na gadu. (No chyba, że moja nieśmiałość da o sobie znać i stchórzę.)
    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo weny :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie trzeba się bać, ja jestem nieszkodliwa, naprawdę :)
      Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa ;) :**

      Usuń
  3. Piękny, piękny rozdział! Po części pełen humoru (przez te kucyki i posilanie się sałatką w McDonaldzie), ale też pewnej niepewności i dobitnie uświadamiający, że sytuacja związana ze stanem zdrowia Łucji nie jest tak błaha i przejściowa, jak mogłoby się wydawać. Andreas troszkę się przestraszył, gdy zdał sobie sprawę z powagi obowiązku, jaki na siebie przyjął, decydując się związać z dziewczyną. Jednak cieszę się, że dalej, uparcie obstawia przy swoim, nawet kiedy Łucja postawiła kawę na ławę - mówiąc wprost jak to wszystko wygląda. Ja jestem po prostu oczarowana jej altruizmem - niby postępuje tak jak powinien zachować się każdy człowiek, ale w prawdziwym życiu jednak pełno jest egoistów, którzy chcą ratować własną skórę nawet, gdy wiąże się to z krzywdą kogoś innego. Tylko czy na pewno nie ma tutaj innego wyjścia? Wiem, nie znam się zbyt dobrze na medycynie, ale chyba istnieją przeszczepy od ludzi u których np. stwierdzono śmierć mózgu, lecz serce nadal bije? Wiem, to okrutnie może zabrzmieć, ale czy Łucja nie mogłaby skorzystać z takiej możliwości? Takiemu człowiekowi już nic nie może pomóc, a ona miałaby szansę na nowe życie. Chociaż wydaje mi się, że nieważne jak umarł dawca, ona i tak nie przyjęłaby takiego daru... Dobra, nie zagłębiam się w ten temat, bo to cholernie trudne.
    Po prostu tak bardzo chciałabym, aby jakaś szansa jednak dla niej, dla nich istniała. Bo to zbyt okrutne, że życie, którego jeszcze dobrze nie zdążyła rozpocząć, miałoby się urwać w tak bezwzględny sposób. Nie pogodzę się z tym jeszcze długo, długo.
    Z nowego bloga cieszę się bardzo i nie mogę doczekać się, aż zaczniesz coś publikować - jakoś tak strasznie przywiązałam się do twojej twórczości i do samego twojego stylu (do tego stopnia, że wczoraj skończyłam nadrabiać bloga o Maciusiu, którego już zakończyłaś, a który bardzo, bardzo trafił w moje gusta i do mojego serduszka, ale o tym cicho sza :P)
    No cóż, na gadu dawno nie byłam, ale chyba pora sobie o nim przypomnieć, jak masz ochotę to pisz, co prawda o piłce nie pogadamy, ale biernym słuchaczem (czytaczem) mogę zostać, a nuż czegoś się dowiem, hyhy - 21824285 ^^
    Pozdrawiam serdecznie i życzę mnóstwa weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej. Czytałaś Maćka? Jak sobie przypomnę o tym blogu to mam ochotę zapaść się pod ziemię, ale skoro trafił w Twoje gusta to chyba mogę odetchnąć z ulgą :)
      Jeśli chodzi o te przeszczepy to z tego co mi wiadomo to serce można przeszczepić tylko od takiej osoby, u której stwierdzono śmierć mózgu. Nie wiem czy jest jeszcze jakaś możliwość żeby człowiek umarł, a jego serce nadal biło. Ja też nie jestem zbytnim znawcą medycyny, dlatego czasami biję się w głowę, że zaczęłam pisać opowiadanie, które wymaga trochę takiej wiedzy :/ No ale od czego jest internet? :p Jakąś podstawową wiedzę można nabyć, chociaż ciężko mi czasem zrozumieć ten medyczny język.
      Na pewno się do Ciebie odezwę na gadu, ale dopiero wieczorem, bo za chwilę wybywam z domu i prawdopodobnie nie wrócę do niego przed 19...

      Usuń
  4. Maturzystką to ja na szczęście jeszcze nie jestem, ale przyznam postanowiłam sobie ogarnąć szkołę w tym tygodniu, a potem dopiero zająć się komentarzami. No ale to tu powyżej cudeńko, tak mnie rozczuliło, że po prostu muszę od razu.

    Ja chyba w każdym komentarzu wymieniam inną cechę, za którą nieodwołalnie kocham twojego Andreasa. Ale tym razem muszę postawić na spontaniczność. To jest urocze jak taka gwiazda jak pan Welli, potrafi zaprosić ukochaną dziewczynę do zwykłego McDonalda. To pokazuje, że kariera go nie zepsuła, że dalej pozostał zwyczajnym nastolatkiem.
    I właśnie, ta ich scena, z sałatkami, konikami Pony i Geigerem, czysto z życia wzięta, przesiąknięta takim naturalnym pragnieniem szczęścia, mnie najbardziej dotknęła.
    Bo oni się starają, a nie mogą. Bo ciągle nad nimi wisi widmo faktu, iż tych przysłowiowych stu lat z tytułu nie będzie.
    Pieszczoszek nawet waha się czy wie co robi... I te wahania będą go niestety nawiedzać bez przerwy, gdy z dnia na dzień będzie coraz trudniej. Ale wierzę, że wytrwają do końca. Albo, że zdarzy się jakiś cud...
    Dodam jeszcze, że postawa Łucji jest bardzo wyjątkowa. Z jednej strony wiadomo, trudno jest żyć bo ktoś umarł. Trudno jest pokierować swoją przyszłością myśląc, aby nie tylko twój wysiłek nie poszedł na marne, ale i tego kogoś, kto choć obcy oddał Ci swoją cząstkę. Niemniej jednak w większości nas jest tak ogromna siła życia, potrzeba życia, że przypuszczam iż w takiej sytuacji, mówiąc okrutnie myślelibyśmy o sobie, a nie o kimś kto i tak już umarł. Łucja jest jednak inna, doznała tyle cierpienia, że jest wuczulona. Na najmniejszy ból kogoś drugiego... I chyba zdania nie zmieni.
    Muszą się nauczyć żyć, dzieląc czas na krótkie chwile, pojedyńcze, oddzielone od całego koszmaru. I znaleźć w tym wszystkim drobinkę szczęścia...
    Aaa, i Karl. Ja się najzupełniej zgodzę z nową stylizacją;) Chyba ilekroć już wejdę do Mc-a (oby jak najrzadziej, choć kiepsko to widzę;p) to każda zabawka skojarzy mi się z którymś ze skoczków;)
    Łucja na poprawę humoru powinna bliżej poznać Karla. I może jeszcze Wanka na dokładkę?

    Buziaki Kochana i trzymaj się tam z tym wszystkim. Musimy pogadać, bo bardzo dawno nie gadałyśmy^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dawno. Poluję na Ciebie na tym gadulcu od dawna, bo chciałam spytać kiedy Ty dodasz coś nowego, ale widzę, że właśnie coś się pojawiło, więc już tam do Ciebie pędzę! :*

      Usuń
  5. Uwielbiam Wellingera. Faktycznie, najlepsza restauracja :D Fragment z kucykami Pony rządzi, dogadywanie Łucji również :) Ostatnie zdanie wypowiedziane przez Andreasa jest najcudowniejsze :)
    Zostawiam swoje GG, jakbyś chciała pogadać - 7338665 :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :* Z numeru skorzystam jak tylko złapię chwilę wytchnienia :p

      Usuń
  6. Kurcze, tak bardzo szkoda mi Łucji. To smutne, że nie ma dla niej żadnej nadziei, bo nie chce się zgodzić na przeszczep. :(
    Dobrze, że ma przy sobie takiego Andreasa, który jednak jej nie zostawił i ją wspiera.
    Fragment o kucykach Pony mnie rozwalił! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Andi ma upór dziecka, ale mimo wszystko myśli rozsądnie i wie że ludzi nie traktuje się jak zabawki. Łucja powinna cieszyć się takimi chwilami, w końcu nie wiadome kiedy będzie jej dane zaznać szczęścia. Mam nadzieję że mimo wszystko dziewczynie uda się pokonać wszystkie przeciwności losu i nie będziemy musieli się z nią żegnać szybko. Chociaż zdaje sobie że smutne rozdziały przed nami :|

    OdpowiedzUsuń