poniedziałek, 21 kwietnia 2014

ósmy: najważniejsze jest tu i teraz


Po konkursach w Titisee-Neustadt zaczęło do niego docierać, że postąpił wbrew własnym przekonaniom. Przecież tamtego feralnego dnia był tak zdeterminowany. Był gotów zrobić wiele by móc skontaktować się z Łucją, bo był pewien, że na niczym innym nie zależy mu bardziej.
Gdy tylko miał okazję wypytywał Julię o różne fakty dotyczące tej uroczej Polki. Niewiele się dowiadywał, gdyż jego siostra zajmowała się dziećmi na innym oddziale i jedyne informacje, które posiadała to te przenoszone tak zwaną pocztą pantoflową. Niesprawdzone i często przeczące sobie nawzajem. Podczas tych rozmów miewał przebłyski woli walki. Był gotów rzucić wszystko i jechać przeprosić Luzzie, jednak kiedy już podrywał się z miejsca jak poparzony, wola walki była spychana gdzieś w głąb jego umysłu, zastępowana wahaniem i niepewnością. W końcu był młody i branie na siebie tak ogromnej odpowiedzialności mogło się odbić na całym jego życiu. Czy był na to gotowy?
Wahał się dość długo, nie miał nawet zbyt dużo czasu na przeanalizowanie wszystkich za i przeciw. Jego życie kręciło się wokół szkolnych zaległości i treningów, a zanim się obejrzał był w drodze do Engelbergu, gdzie miały odbyć się ostatnie zawody przed świętami. Polski hymn usłyszał tam aż dwa razy, a raz nawet z drugiego stopnia podium, który udało mu się wywalczyć w jakimś nagłym przypływie sił. Miał wrażenie, że wszystkie znaki na niebie i ziemi próbują pomóc mu w podjęciu decyzji. Choć właściwie on podjął ją już dawno tylko brakowało mu siły i pewności, które otrzymał w tamtym momencie, kiedy stał na podium w towarzystwie dwóch Polaków i wyobrażał sobie jej dumę. Zastanawiał się czy jego również dostrzegła, czy przyćmili go jej rodacy, którym tak zawzięcie kibicowała.
Gdy odbierał kwiaty w jego głowie pojawił się pomysł by dać je właśnie Łucji, w ramach rekompensaty za Klingenthal. Była to spontaniczna koncepcja, aczkolwiek trudno ją było później wyrzucić z głowy. Od tamtej pory Andreas już nawet nie do końca świadomie obchodził się z tym niewielkim bukiecikiem jak z delikatnym jajkiem. Wszystko z myślą o tym by w jak najlepszym stanie dostarczyć go do niej.
I choć wahał się nawet teraz gdy stał przed jej szkołą, ściskając w rękach lekko podniszczony już bukiet, wiedział, że nie może się poddać. Miał tylko ogromną nadzieję, że Łucja pojawiła się tego dnia w szkole. Nie wiedział czy byłby w stanie ponownie spotkać się w nią w szpitalu.



*



Czuła się dziwnie. Z jednej strony wiedziała że z Andreasem wszystko skończone a jednak wciąż miała nadzieję że on zrozumie motywy którymi się kierowała i będzie w stanie jej wybaczyć. Nie mogła pogodzić się z myślą że gdyby od razu powiedziała mu prawdę to wszystko mogłoby potoczyć się w innym kierunku.
Andreas nie opuszczał jej myśli nawet na chwilę, dlatego gdy wychodząc ze szkoły ujrzała go stojącego nieopodal schodów, trzymającego mały bukiet kwiatów, miała wrażenie, że był to tylko twór jej wyobraźni. Myślała o nim tak intensywnie, iż jego obraz zlał się z jakąś przypadkową osobą, która znalazła się na jej drodze. Zamrugała kilka razy powiekami, z przekonaniem, że domniemany Andreas za chwilę stanie się kimś zupełnie dla niej obcym i będzie mogła powrócić do codzienności, w której młody Niemiec był dla niej tylko niespełnionym marzeniem.
Tak się jednak nie stało.
Andreas nie był żadnym omamem czy fatamorganą. On naprawdę tam stał, a co więcej – czekał właśnie na nią, co uświadomił jej, ruszając w jej stronę.
Łucja natomiast wciąż stała w miejscu, ogarnięta szokiem i niedowierzaniem.
-Cześć – wymamrotał tonem, który wskazywał na to, iż nie miał zielonego pojęcia jak się zachować.
Tak samo jak Łucja.
Wpatrywała się w niego, zupełnie nie wiedząc o co w tym wszystkim miało chodzić. Była w nieco gorszej sytuacji, ponieważ Andreas miał jasny cel swojej wizyty, natomiast ona nie wiedziała na czym stoi.
Andreas mógł przyjść tam po to by naprawić to co ona zniszczyła, ale równie prawdopodobnym był fakt, że kwiaty, które tak kurczowo ściskał w swoich dłoniach miały być tylko wyrazem współczucia i żałosnej litości, bo po prostu poczuł wyrzuty sumienia, iż w Klingenthal dał je jakiejś dziennikarce, a nie biednej dziewczynie, która balansuje na granicy życia i śmierci.
-Przepraszam za tamto – powiedział po chwili milczenia, ku ogromnemu zaskoczeniu Łucji. Przecież to ona powinna go przeprosić! Wciąż nie wiedziała jednak czy Andreas mówiąc tamto, miał na myśli niedotrzymaną obietnicę z Kilngenthal, czy też faktycznie chciał przywrócić jej to co uznała za stracone? Chłopak jakby wyczuwając jej wątpliwości natychmiast je rozwiał: - Trochę nad tym rozmyślałem i wydaje mi się, że wcale nie chciałem powiedzieć tego co powiedziałem wtedy...
Za prawdę się nie przeprasza, Andreasie – pomyślała, jednak nie wypowiedziała tego na głos. Język ugrzązł jej w gardle wraz z wszystkimi słowami. Całe jej ciało było jakby sparaliżowane, nie potrafiła wykonać żadnego kontrolowanego ruchu, jedynie delikatne drżenie, które ogarnęło jej organizm było dowodem na to, iż Łucja jest żywą istotą, a nie tylko naturalnie wyglądającą, woskową rzeźbą.
-Andreas... – zaczęła, wzdychając głęboko. Momentalnie jednak zamilkła, gdyż słowa ponownie schowały się w nieodkrytych zakamarkach jej umysłu. Jej przeklęty egoizm podpowiadał jej, iż powinna wziąć od niego kwiaty, rzucić się w jego ramiona i wykorzystać fakt, iż to Wellinger zdecydował się na odważny krok, a jej przypadła jedynie decyzja czy zgadza się na jego obecność u swojego boku czy też nie. Chyba nie było na świecie rzeczy, której pragnęłaby w tamtym momencie bardziej, ale tym razem musiała stłumić swoje egoistyczne zapędy. Wzięła jeszcze jeden głęboki oddech i kontynuowała wypowiedź odnajdując w głowie odpowiednie słowa: - Masz mnóstwo swoich problemów. Nie powinieneś brać na swoje barki jeszcze mnie – zatrzymała się na chwilę by spojrzeć w jego oczy. Ich spojrzenia połączyły się jedynie na nieznaczny ułamek sekundy, gdyż Łucja wręcz przestraszyła się tej stanowczości, którą dostrzegła w jego błękitnych tęczówkach. Wcale nie przemawiały przez niego wyrzuty sumienia. Jemu naprawdę na niej zależało! Mimo to Łucja nie mogła pozwolić mu na takie zobowiązanie. Był młodym, dobrze zapowiadającym się sportowcem, a ona byłaby dla niego tylko kulą u nogi. - Rozumiem, że może jest ci trochę głupio, ale naprawdę nie musisz się mną zajmować...
-Ale ja chcę! - oznajmił uparcie. Łucja przez chwilę zobaczyła w nim starszą wersję swojego brata. Brakowało tylko tupnięcia nogą. Postać małego chłopca zniknęła jednak wraz z pojawieniem się słów, które wypłynęły po chwili z jego ust: - Może i jestem młody i wyglądam na takiego, który ucieka przed problemami, ale dobrze wiem, że ludzie to nie zabawki, które można oddać do reklamacji kiedy się zepsują.
Po tych słowach nogi się pod nią ugięły i miała wrażenie, że za chwilę padnie przed nim na wznak, nie będąc w stanie wydusić z siebie nawet krótkiego dziękuję. Wydawało jej się, że przemawia przez niego inna osoba. Chłopak, którego poznała, rozpłynął się gdzieś w tej dojrzałości, którą Andreas zaprezentował w tamtym momencie.
-Nie zasłużyłam na ciebie – wyszeptała ledwo dosłyszalnie, próbując nie rozpłakać się ze wzruszenia. Słowa chłopaka wdarły się do jej serca niszcząc jej twardy charakter, a właściwie tylko przekonanie, iż takowy charakter posiadała. Tak naprawdę była słaba i dlatego chwilę później stała przed nim zalana łzami jak dziecko, które dostało lanie za niewłaściwe zachowanie. Tylko, że ona za niewłaściwe zachowanie dostała przebaczenie, na które nie zasłużyła. Dostała drugą szansę i poczucie bezpieczeństwa. Dostała osobę, której na niej zależało, mimo że została okłamana jeszcze zanim zdążyli się dobrze poznać. Podobno kłamstwo nie popłaca, a jednak ona otrzymała wszystko o czym mogła marzyć dziewczyna w jej wieku.
Widząc jej łzy, Andreas natychmiast przylgnął do niej, szczelnie obejmując ją ramionami, tak jakby bał się, że Łucja za chwilę od niego ucieknie, spłoszona jego nagłą chęcią zaangażowania się. A ona wcale nie miała zamiaru uciekać, co pokazała mu odwzajemniając uścisk. Być może z mniejszą siłą, aczkolwiek z tym samym uczuciem.
-To dla ciebie – oznajmił Andreas gdy już wypuścił Łucję ze swoich objęć, wyciągając do niej dłoń, w której trzymał kwiaty, będące jego motywacją do podjęcia tego zdecydowanego kroku.
Łucja drżącymi dłońmi wzięła od niego bukiet i włożyła w niego nos, chcąc poczuć jego zapach, z nadzieją, że znikną w nim te ciężkie chwile, kiedy usychała z tęsknoty, kiedy walczyła z własnymi myślami i próbowała pogodzić się z myślą, iż Andreas jej nienawidzi za to jak go potraktowała. Wiedziała, że to nigdy nie rozpłynie się całkowicie, jednak zapach kwiatów, które dostała stał się dla niej symbolem wielkiego uczucia, którym Wellinger niezaprzeczalnie ją darzył. Ciężkie chwile pozostały jedynie wspomnieniem.
-Znów przegrałeś z Polakiem – wypomniała mu, gdy jej ciało ponownie opanował spokój i była w stanie nad sobą zapanować.
-Zemszczę się podczas konkursów w Polsce – puścił jej oczko, chwytając jej chłodną dłoń. - Chodźmy stąd – zaproponował prowadząc ją w stronę swojego samochodu stojącego przy bramie. - W końcu mam trochę wolnego, muszę to wykorzystać.
Łucja nie pytała nawet gdzie Andreas miał zamiar ją zabrać. Była w takiej euforii, iż w tamtym momencie mogłaby pójść za nim nawet na skocznię. Czuła, że byłaby w stanie pofrunąć tak jak on bez żadnego przygotowania fizycznego, a nawet narty na nogach były jej zbędne. Była w niej jakaś siła, która zdawała się unosić ją lekko nad ziemią. Chciała utrzymać w sobie ten stan jak najdłużej, dlatego gasiła każdą najmniejszą myśl o przyszłości, która złośliwie zaczynała tlić się w jej głowie. Najważniejsze było dla niej tu i teraz, bez względu na to ile czasu los ma dla niej jeszcze w zanadrzu.

___________________________

Feee... Jeszcze tylko tęczy zabrakło :/ Za słodko, moim zdaniem, za słodko, a szczególnie ta końcówka. No cóż. Urodziny dziś mam i chciałam sobie zrobić jakiś fajny prezent, a pogodzenie ze sobą mojej ulubionej wykreowanej przeze mnie pary wydało mi się dobrym pomysłem. W tym urodzinowo-świątecznym nastroju powstało coś tak słodkiego, no i w sumie... niech się cieszą i sobie słodzą póki mogą, no :) Mam nadzieję, że nie dostanę dziś od nikogo kubła zimnej wody w prezencie, bo na najbliższy czas przewidziałam tu trochę optymizmu, a taka niespodzianka może wszystko zmienić w mojej głowie :p

Przepraszam wszystkie osoby, które w ostatnim czasie wrzuciły jakieś nowości na swoje blogi, a ja nie zostawiłam przy nich żadnego dowodu swojej obecności. Jestem zła i okropna, ale naprawdę wolę się nie kompromitować pisząc byle jakie komentarze na siłę i w pośpiechu... Te święta wbrew pozorom zabrały mi mnóstwo czasu :/ Wybaczycie?

24 komentarze:

  1. Brak mi słów na wyrażenie emocji po przeczytaniu tego rozdziału :-) niesamowite, że potrafisz tak realistycznie oddać emocje Łucji.
    I znowu czytając popłakałam się :-) fantastyczny rozdział . I wszystkie najlepszego, dużo, dużo weny i spełnienia najskrytszych marzeń:-*
    Ściskam serdecznie
    Natalia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie płacz, no! Obiecuję, że teraz będzie trochę śmiechu, żadnych łez :) Przynajmniej przez najbliższe dwa rozdziały.
      Dziękuję za życzenia <3

      Usuń
  2. Kochana wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, ogromnej weny, pomysłów na kolejne opowiadania, wspaniałych przyjaciół i spełnienia wszystkich marzeń :*
    Natomiast jeśli chodzi o rozdział, to jest on cudowny. Rozwaliłaś mnie na łopatki. Cholera, czy oni muszą być tacy uroczy? To co się między nimi tworzy jest piękne. Ta zmiana, która zaszła w Andreasie mnie zaskoczyła. Co ta miłość potrafi zrobić z człowiekiem? Uwielbiam Ciebie i Twoje rozdziały <3 Już nie mogę się doczekać nowego rozdziału :)
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Za życzenia, za komentarz i przepraszam, bo jesteś jedną z osób, u których się pojawiłam bez śladu :p Jak mi się uda to może jutro przybędę z komentarzem :)

      Usuń
  3. Urodziny? Wszystkiego Najwspanialszego! :)
    A Andreas i Łucja? Ojej, są tacy cudowni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ehhh Andreas? Czemu tacy jak ty się po ulicach nie włóczą, co? No czemu życie jest niesprawiedliwe;p
    Dobra.
    Wiesz co? To wcale, a wcale nie było przesłodzone. Opublikowałaś nam przecież prolog, dzięki ktoremu wiemy, co będzie dalej. Znamy myśli naszego Pieszczoszka w momencie, w którym się załamie, będzie siedział przy niej zdruzgotany... Ponadto sama Łucja w ostatniej swojej myśli, z tego rozdziału myśli o czasie, jaki jej jeszcze będzie dany. Więc to nigdy nie będzie za słodkie i zbyt naiwne, bo jakby ciągle wisiał nad nimi chwytający za serce zegar. I odmierzał czas dany tej uroczej parce.
    Nie no, wyrwać temu zegarowi wskazówki i wyjąć baterię.
    Oczywiście wiem, że to są poważne sprawy i tak się nie da. Ale wiedz, że ja nadal mam nadzieję;)
    I wyobraziłam sobie Pieszczoszka, który tupie nogami jak mały chłopczyk,a na dodatek ma tą pamiętną kurteczkę z Soczi, więc chyba już zakończę ten jakże głupi komentarz.
    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
    Buziaki;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym zegarem to wypaliłaś! Jakbyś mi w myślach czytała^^ W pierwszej wersji prologu było mnóstwo porównań do zegara, ale stwierdziłam, że lepiej zostawię to na później :p
      Dziękuję Ci bardzo :* Twoje komentarze zawsze dają takiego kopa, że nawet szampana nie muszę pić z gośćmi później^^ za życzenia już dziękowałam, ale dziękuję jeszcze raz! :*

      Usuń
  5. Kochanie! Wszystkiego najlepszego! Wszystkiego! Zdrowia, szczęścia, weny, pomysłów, no tego czego sobie zapragniesz! <3
    A to wcale nie były przesłodzone! Wcale! Bo to jest właśnie taki klimat tu panujący, taki... niewinny, taki... miły. No przynajmniej póki co.
    To było takie... hm, chciałabym napisać, że słodkie, ale szukam innego słowa, bo ta słodycz nie do końca mi pasuje. O! Wiem że to będzie dziwne porównanie, ale przetrwaj je, dobrze, słoneczko?
    Moja mama robiła w piątek gruszki z galaretek. Niby jak je ugryzłaś to były słodkie, ale gdy w końcu docierałaś do tej zielonej, to czuć było tą kwasowość.
    Według mnie to tu idealnie pasuje, bo niby teraz jest fajnie i miło, ale później tak na pewno nie będzie.
    Dobra, wiem, ze głupie.
    Może ja już zakończę ten bezsensowny komentarz?
    Jeszcze raz sto lat, kochanie! :*
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ciekawe to porównanie :p
      Dziękuję Ci bardzo za komentarz i za życzenia! <3

      Usuń
  6. No to najlepszego :*
    Ahhh jak mnie rozbawiła ta zemsta w Polsce ;-) No i się zemścił :d
    Oni są słodcy oj taaak!
    Pozdrawiam! I jeszcze raz 100 lat!

    ps. Wiem jestem mistrzynią pisania komentarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, nie zwracam uwagi na jakość komentarzy, bo sama nie najlepiej sobie z tym radzę :p
      Dziękuję bardzo za życzenia! :*

      Usuń
  7. Cudny rozdział! Zwłaszcza, że nastąpiło w nim wreszcie to, na co tak długo czekałam, a mianowicie pogodzenie się Andreasa z Łucją. Gorąco im kibicowałam i wprost nie mogę przestać się cieszyć, że w końcu do tego doszło. I nie, nie zgadzam się z tobą, że całość była przesłodzona. Nastrój był taki, jaki powinien być. Zwłaszcza, że jestem przekonana, iż jeszcze naprawdę wiele smutku i problemów zamierzasz rzucić im pod nogi. To wszystko się wyrówna. Oczywiście, nie chciałabym tego, ale wszystko na to wskazuje, że jest to nie do uniknięcia.
    No, ale wracając do właściwych treści. Andreas troszkę musiał sobie przemyśleć i proszę - wyszło mu to na dobre. Tak czułam, że w końcu się złamie. On jest dobrym człowiekiem, a dziewczyna znaczy dla niego naprawdę dużo. Zresztą i to uczucie wcale nie jest tak bardzo niedojrzałe, jak mu się wydawało. Chłopak powiedział kilka mądrych słów, które chwyciły mnie za serduszko oraz przekonały mnie o jego dojrzałości. No, dojrzałości leciutko pomieszanej z takim wewnętrznym dzieckiem, o czym świadczy ten naburmuszony ton, na którym w pewnym momencie się złapał. No, ale oni są młodzi. Mają prawo popełniać błędy. Ważne, żeby wyciągnąć z tych błędów nauczkę i prawidłowe wnioski na przyszłość. Cóż mogę dodać? Zdecydowanie czekam na więcej, a Tobie z okazji urodzin życzę wszystkiego najlepszego. Dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności i może tak na przekór suchego Dyngusa!
    Pozdrawiam, kochana! :*


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andreasek jest trochę nieporadny. Z jednej strony pragnie być dojrzały, ale mu to nie wychodzi (o czym jeszcze nie raz się przekonamy :p).
      Dyngusa miałam bardzo suchego, bo poza tym, że z własnej woli wpakowałam się pod prysznic, nikt nie postarał się o to by był jakiś bardzo mokry :p
      Dziękuję za życzenia! :*

      Usuń
  8. Spóźnione, ale WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

    Ok, rozryczałam się.
    Andreas mądrala, ale od teraz to moje motto życiowe
    "ludzie to nie zabawki, które można oddać do reklamacji kiedy się zepsują"

    Jaaaak słodko ♥ To za wiele dla mojego serduszka, przepraszam c:
    Moja ulubiona parka. Gdyby to był twitter to napisałabym właśnie, że ich shippuję i wymyśliła im uroczą nazwę ^^ Na przykład... Andrucja? Nie, nie jestem w tym dobra ;__;

    A tobie życzę duuuuużo weny ♥

    [ pisała Deesly, ale że zapomniała hasła do tamtego konta to pisze z anonimka :c ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrucja, haha, ciekawe :p A może Andruzzie?^^
      Dziękuję bardzo za życzenia! :*

      Usuń
  9. Wiem, że urodzinki miałaś wczoraj. Jednak życzenia ode mnie dostaniesz dzisiaj:
    WSZYSTKIEEEEGO NAJLEPSZEGO ! DUŻO ZDRÓWKA, RADOŚCI, SZCZĘŚCIA I ŻEBYŚ DALEJ TWORZYŁA TAKIE CUDEŃKA ! :)

    Rozdział jest fantastyczny. Nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że znów połączyłaś tę dwójkę.
    Jestem zauroczona Andim ! Był w tym parcie po prostu fantastyczny. Takiego Wellingera nam tutaj brakowało. Chłopak musiał sobie wszystko od początku przemyśleć i poukładać ( na szczęście nie zajęło mu to wieczności xd ), aż w końcu do niej wrócił i to jaki wrócił ! Wiem, że to zdanie przytoczyła już moje poprzedniczka, ale ja muszę zrobić to samo ! "ludzie to nie zabawki, które można oddać do reklamacji kiedy się zepsują" Andreas, brawo ! Jesteś wspaniały !

    Weny kochana i pisz dalej !
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za życzenia i za miły komentarz! :*

      Usuń
  10. Awwwwww pogodzili się :) I to w jaki uroczy i niewinny sposób! Wcale nie ma dużo słodkości. Ja czuję jeszcze niedobór! Cóż ... mojego bohatera Karla zabrakło i tego wszędobylskiego 'ziemniaka', ale pogodzenie Łucji z Andreasem mi to zrekompensowało. Andi może jeszcze jest dzieciakiem, ale przynajmniej doszedł do dobrych wniosków. Obydwoje popełnili błędy, ale ważne żeby sobie to wyjaśnić. Po co się boczyć na siebie :) Tylko gdzież on ją zabrał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, nie zgrzeszył wyobraźnią ten nasz Andreasek, więc miejsce, w które zabrał Łuceńkę wcale nie jest jakieś super wymyślne^^ ale będzie tam trochę Karla, tyle że nie osobiście, a w nieco innym wcieleniu :p Nic więcej nie napisałam, niestety. Stanęłam w miejscu, ale mam nadzieję, że wkrótce coś ruszy :)

      Usuń
  11. No i jest tak ja powinno być xD Cieszę się , że Andreas zdecydował się na to , aby pierwszy wyciągnął rękę . Chciałabym żeby teraz już nie było między nimi kłamstw , ale wiem , że nie może tu być kolorowo jak w bajce ^^
    Czekam na następny <3
    Buziaki :*

    Awwww ... ten avatar + Alvaro na pierwszym planie < 33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! :)
      Avatar ustawiłam głównie z myślą o Nacho (coś mi ostatnio zawrócił w głowie :p), ale oprócz niego są na nim jeszcze Alvaro właśnie i Jese Rodriguez, a to jest taka moja Trócja, za którą trzymałam kciuki jeszcze w czasach kiedy grali w Castilli i tylko czekałam na chwilę kiedy zagrają wszyscy razem w pierwszej drużynie w jakimś ważnym meczu^^

      Usuń
    2. Nacho się pokazuje w każdym meczu z dobrej strony i jak tak dalej pójdzie to może będzie dostawał więcej szans na grę ^^
      Co innego Alvaro , co chwilę się mówi o wypożyczeniu albo transferze do innego klubu : c No cóż , pozostaje nam życzyć mu szczęścia , chociaż nie wiem , czy się przyzwyczaję , bo jego miejsce jest w szeregach Królewskich :D
      A Jese ... na jego występ do będziemy musiały czekać pewnie dopiero do września albo października . Cholerna kontuzja -,-
      Ja się tu rozpisuje i pewnie masz ochotę mnie zabić , ale o Realu mogłabym mówić godzinami < 33
      Trzymaj się i do następnego rozdziału :*

      Usuń
    3. Alvaro też ostatnio pokazał się z dobrej strony, tylko za cholerę nie pamiętam, który to był mecz :p Almeria, bodajże :) A Jese to się biedny kontuzjował w meczu, na który tak długo czekałam, bo wtedy właśnie cała moja Trójca wyszła w pierwszej jedenastce ^^
      Niby czemu miałabym chcieć Cię zabić? Sama uwielbiam gadać o Realu, więc to dla mnie żaden problem. Miło trafić na osobę, która ma podobnie :)

      Usuń