niedziela, 30 marca 2014

szósty: bolesne zderzenie z rzeczywistością


Problem sam się rozwiązał.
Tak przynajmniej się Łucji wydawało, kiedy od kilku już dni nie otrzymała zwrotnej wiadomości od Andreasa i nic nie wskazywało na to by miała ją otrzymać. Było jej przykro, nawet bardzo, że zignorował ją bez chociażby jednego słowa pożegnania.
Z drugiej strony wiedziała, że to nie miało prawa trwać dłużej. Zdecydowanie za mocno się w to zaangażowała i odczuła lekką ulgę, że Andreas sam postanowił to zakończyć. Ona z całą pewnością już by się na to nie zdobyła.
Tylko czemu tak nagle? Dlaczego nie napisał jej chociażby głupiego Nie mam dla Ciebie czasu?
Może ją przejrzał? Domyślił się, że od początku nie była z nim szczera i postanowił potraktować ją równie nie fair?
W każdym razie nie powinna mieć o to pretensji. Musiała powrócić do dawnego życia, a ta krótka przygoda powinna być tylko szczęśliwym wspomnieniem, czymś do czego będzie mogła powrócić kiedy nie będzie już miała siły normalnie funkcjonować.
Gdyby to tylko było takie łatwe jak jej się wydawało...

Zwykle zaraz po powrocie z zawodów, Andreas chwytał w ręce jakiś podręcznik aby przed kolejnym wyjazdem z listy rzeczy, z którymi był do tyłu ująć jak najwięcej. Tym razem stwierdził jednak, że na naukę nigdy nie jest za późno i mimo surowych protestów swoich rodziców, wziął w ręce kluczyki do swojego samochodu i pojechał do Forchtenberga, pod szkołę, do której uczęszczała Łucja. Czekał na nią, aż do momentu, w którym skończyła się ostatnia lekcja, jednak wśród rozchichotanych nastolatek nie dostrzegł tej, której szukał.
Był tak zdeterminowany, iż mógłby rozbić pod szkołą namiot i czekać w nim do rana, aż uczniowie zaczną schodzić się na lekcje następnego dnia. Miał jednak jeszcze inną deskę ratunku w postaci siostry, pracującej w szpitalu, w którym całkiem niedawno spotkał Łucję po raz pierwszy. Nie czekając ani minuty dłużej ruszył w drogę, a gdy dotarł do celu, natychmiast użył swojego zastępczego telefonu (który pamiętał chyba czasy rewolucji francuskiej) by wezwać do siebie siostrę.
Julia zjawiła się po paru minutach mocno wystraszona, z trudem łapiąc powietrze w płuca. Musiała bardzo szybko biec.
-Andreas, co ty tutaj robisz? - spytała, wciąż lekko dysząc. - Co się stało?
-Była tutaj kiedyś taka ładna dziewczyna – oznajmił, nic nie robiąc sobie z faktu, iż jego siostra naprawdę przestraszyła się jego nagłym pojawieniem się w szpitalu.
-O Boże! - wybuchnęła, zapominając o zmęczeniu. - Myślałam, że stało się coś poważnego, a ty wyskakujesz z jakąś dziewczyną! Czy ty masz równo w głowie?
-Julia, możesz mi pomóc? - spojrzał na nią błagalnie, całkowicie ignorując jej wyrzuty.
Dziewczyna wywróciła oczami i pokręciła głową z dezaprobatą.
-Mamy tutaj mnóstwo ładnych dziewczyn. - wzruszyła ramionami. - Możesz jaśniej?
-Poznałem ją tutaj jakiś czas temu, wymieniliśmy się numerami, ale mój telefon został zepsuty i wszystko przepadło – zrelacjonował zwięźle. - Jestem pewien, że masz dostęp do jakichś szpitalnych archiwów, w których znajdziesz jej adres, żeby...
-Zwariowałeś? - oburzyła się Julia, przerywając jego wypowiedź. - Nie wolno mi grzebać w szpitalnych dokumentach. Masz do mnie jeszcze jakąś arcyważną sprawę, albo mogę wracać do pacjentów?
-Julka, proszę! - uwiesił się na jej ramieniu. - Ma na imię Łucja, jest Polką i jest cholernie ładna, a do tego ma cudowną osobowość i chyba nie przeżyję jeśli nasza znajomość skończy się przez tych bałwanów, którzy zepsuli mi telefon.
-No proszę! - zaśmiała się, strącając jego dłonie ze swojego ramienia. - Wzięło cię na poważnie - po chwili jednak uśmiech zniknął z jej twarzy. - Możesz powtórzyć jej imię?
-Łucja.
-Łucja – powtórzyła, zamyślając się na chwilę. - To ta urocza dziewczynka z kardiologii, która trafia tu co jakiś czas. Wszystkie dzieci ją uwielbiają – westchnęła. - Aż żal ściska za serce kiedy pomyślę, że taka wspaniała osoba jest o krok od śmierci.
Andreas poczuł się jakby ktoś zrzucił mu cegłę na głowę. Każde słowo Julii było kolejnym ciosem, pozbawiającym go równowagi, a kropką nad i był ostatni wypowiedziany przez nią wyraz. Słowo śmierć zahuczało mu w głowie i za nic nie chciało z niej wylecieć. Wszystko się w nim skręciło, a obraz przed oczami jakby trochę się rozmazał. Oparł się bezsilnie o ścianę, bojąc się, iż nogi odmówią mu posłuszeństwa i runie jak długi na podłogę.
-Nie wiedziałeś? - spytała Julia lekko zakłopotana faktem, że wprowadziła brata w taki stan.
-Nie – odparł stanowczo, lecz z wyraźnie słyszaną desperacją. - Jestem pewien, że mówisz o innej dziewczynie. Moja Luzzie nie jest chora.
-Cóż – odparła ostrożnie jego starsza siostra, bojąc się, że Andreas za chwilę wybuchnie spazmatycznym płaczem, tylko dlatego by przekonać cały świat, iż to on ma rację. - Dziewczyna, o której mówię jeszcze chyba jest w szpitalu – dodała. - Możesz to sprawdzić.
Wellinger spojrzał na swoją siostrę z przerażeniem. Był pełen obaw. Najbardziej bał się, że kiedy dotrze do wspomnianej dziewczyny potwierdzą się jej słowa. Nie chciał w to wierzyć. Przecież jego Luzzie była wesołą, pełną życia dziewczyną, momentami być może nieco nieśmiałą, ale z całą pewnością nie była chora, a tym bardziej – umierająca. Nie mogła.
Chciał być pewny swojego zdania, ale nie był. Z każdym kolejnym krokiem we wskazanym przez siostrę kierunku, tracił nadzieję na to, iż ta się pomyliła. W końcu poznał Łucję w tym szpitalu. Jak mógł dać sobie zamydlić oczy tamtą głupią bajeczką o hormonach?
Szedł przez korytarz, włócząc nogami po posadzce, tak jakby był to dla niego nadludzki wysiłek. Zaglądał do kolejnych sal przez szklane szyby, modląc się aby przez żadną z nich nie dostrzec Łucji. Widział mnóstwo dzieci w różnym wieku, począwszy od tych, które ledwo nauczyły się chodzić, aż po nastolatków. Serce biło mu coraz mocniej z każdą chwilą. Nigdzie jej nie było, a kiedy dotarł do ostatniej sali na korytarzu i w jego sercu zapłonął płomyczek nadziei na to, że Julia jednak się pomyliła, okazało się, iż to właśnie tam było to cholerne potwierdzenie jej słów.
Łucja siedziała samotnie na szpitalnym łóżku, czytając jakąś książkę, nieświadoma tego, że jest obserwowana.
Nieświadoma tego, że jej kłamstwo właśnie wyszło na jaw.
Stał przez chwilę przy szybie zastanawiając się co dalej robić. Krew wręcz w nim wrzała. Miał wielką ochotę rąbnąć pięścią w tą szklaną taflę, ale z trudem się opanował.
Mógł odejść i udawać, że nigdy go tam nie było. W końcu nie dawał znaku życia od kilku dni, mógł zakończyć tą znajomość w ten sposób. Spokojnie, bez wylewania złości, bez zbędnych słów.
Ale to nie byłoby w jego stylu.
Zawsze był impulsywny i rzadko kiedy zastanawiał się nad swoimi zamiarami. To jego impulsywność sprawiła, że poznał Łucję bliżej, że doszło do ich kolejnych spotkań. Również i tym razem pokierował nim impuls.
Wszedł do sali dość gwałtownie, ściągając na siebie jej wzrok.
Łucja była zaskoczona jego pojawieniem się, ale szok szybko minął, ustępując miejsca poczuciu porażki. Jej osobistej porażki, do której miała nadzieję, że nie dojdzie. Czuła się upokorzona i beznadziejna.
Spojrzała na niego, z trudem powstrzymując wybuch płaczu. Dostrzegła w jego oczach smutek i rozczarowanie. A to wszystko przez nią.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś? - spytał, siląc się na łagodny ton, ale ta mieszanka emocji, która się w nim wytworzyła, całkowicie mu to uniemożliwiła. Czuł się oszukany. Perfidnie, bezwzględnie, bezlitośnie oszukany i zdradzony.
Łucja odłożywszy czytaną książkę na bok, wbiła wzrok w swoje kolana, kompletnie nie wiedząc co miałaby mu powiedzieć. W końcu nie miała nic na swoje usprawiedliwienie. Postąpiła egoistycznie i cały czas myślała tylko o swoich uczuciach, o tym jak ona będzie się czuć kiedy Andreas odejdzie. Każde wyobrażenie jego ewentualnych odczuć spychała w głąb swojej podświadomości.
Z jej oczu wypłynęły łzy. Dwie, malutkie kropelki tworzące na jej policzkach wilgotne linie. Szybko je starła, choć nie umknęły one oczom Andreasa, który na chwilę poczuł się podle z powodu swojej bezpośredniości. Szybko jednak wróciło poczucie zdrady i świadomość, że ma prawo być zły na dziewczynę. W końcu go okłamała i nie była to byle błahostka, na którą mógłby przymknąć oko. Chodziło o jej życie.
-Dlaczego pozwoliłaś mi się do siebie zbliżyć, skoro wiedziałaś, że – zaciął się przez moment, nie mogąc przepuścić przez gardło tego co miał zamiar powiedzieć. Nie potrafił mówić o śmierci. - Wiesz co mam na myśli – powiedział po chwili. - Dlaczego...
-Bo byłam egoistką – przerwała mu, wciąż nie podnosząc na niego wzroku. Bała się spotkania ich spojrzeń i tego co mogłaby dostrzec w jego niebieskich oczach. - Pierwszy raz poczułam, że mogę być taka jak moje rówieśniczki. Chciałam to zakończyć zaraz po Klingenthal, ale to wymknęło mi się spod kontroli i już nie potrafiłam sobie wyobrazić innego życia.
Andreas prychnął pogardliwie.
-Czyli miałem być tylko głupią brzytwą, której chwyta się tonący? - spytał, próbując ściągnąć na siebie jej spojrzenie. - Chciałaś dzięki mnie poznać życie z innej perspektywy niż szpitalne łóżko, ale w ogóle nie pomyślałaś o tym, że ja też mam uczucia?
-To nie tak – odparła Łucja desperacko próbując polepszyć swoją pozycję, choć Andreas idealnie oddał w swoich słowach to jak postąpiła. - Po prostu pomyślałam, że jestem jedną z wielu takich naiwnych dziewczyn, z którymi się umawiasz, nie sądziłam, że mogę być dla ciebie kimś wyjątkowym. Myślałam, że zapomnisz o mnie po jakimś czasie...
Andreas przespacerował się pod okno i stanąwszy przy nim, przesunął nerwowo rękami po karku, analizując słowa dziewczyny.
Czuł się potwornie. Jak jakiś pieprzony garniec, w którym ktoś umieścił wszystkie przeczące sobie emocje i zaczął w nim mieszać, tworząc wybuchową mieszaninę, która w każdej chwili mogła eksplodować. Po raz kolejny miał ochotę wyładować to wszystko na szybie, tym razem okiennej, ale również teraz udało mu się przemóc tą pokusę.
Odwrócił się gwałtownie w stronę Łucji, która wciąż nie odważyła się podnieść na niego wzroku.
-To źle myślałaś – warknął nieprzyjemnie, a gdy Łucja podniosła głowę by na niego spojrzeć, jego już nie było. Usłyszała za to trzaśnięcie drzwi, które boleśnie przekonało ją o tym, że kłamstwo nie popłaca.
Została sama ze swoimi łzami, których w tamtym momencie nie miała ochoty powstrzymywać. Czuła w sobie okropny ból, którego żadne leki przeciwbólowe nie były w stanie poskromić i tylko wylewane łzy nieco go łagodziły.

____________________________
Moja życiowa filozofia, mówiąca "byle do piątku" straciła swoje znaczenie. Teraz piątek już nie równa się kwalifikacjom do konkursu skoków :< Całe szczęście jest Real Madryt, jest Liga Mistrzów i moje życie ma jeszcze jakiś sens <3

12 komentarzy:

  1. No to się porobiło. Wiadome było że Andi w końcu dowie się prawdy o chorobie Łucji, ale sądziłam że powie mu o tym właśnie ona sama. Jednak wyszło jak wyszło. Cóż, nie dziwię się jej że nie powiedziała mu o tym wcześniej. O takich rzeczach trudno się mówi. Po za tym Andi był dla niej obcą osobą, która nagle stała się kimś ważnym. Trudno stanąć wówczas twarzą w twarz i powiedzieć że jest się tak bardzo chorym. Kurde no ... rozumiem ich oboje, każde ma swoje racje które doprowadziły do takiej smutnej sytuacji. Więc co teraz? Czekam na nowość!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehhh... No i co ja mam powiedzieć ? Głupio wyszło :/
    Biedna Łucja.
    Szkoda że mu wcześniej nie powiedziała. Może by zrozumiał... Albo i nie. Jednak jakoś by się rozeszli a teraz? Rozpacz :/
    Czekam na nowość! :)
    Pozdrawiam

    http://let---it---go.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Łucja, on wróci, jemu zbyt zależy żeby nie wrócił. Daj mu czas, na przetrawienie tych "rewelacji"

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, jak to mówią "kłamstwo ma krótkie nogi". Może jednak to lepiej, że Andi już się dowiedział, chociaż zastanawiam się jak będą wyglądać ich relacje po tym wydarzeniu.
    No nic, pozostaje czekać na kolejny ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie, jeżeli ciekawi Cię opowiadanie o Fannemelu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fannemel?! Pędzę! To znaczy przybędę jak tylko zrobię zadanie na angielski :< no ale przynajmniej mam motywację żeby je zacząć^^
      Dziękuję za komentarz! :*

      Usuń
  5. No i mamy kłopot... Niestety wszystko nam się skomplikowało. Jak mówi stare przysłowie ,,Kłamstwo ma krótkie nogi", więc prędzej czy później prawda i tak wyszłaby na jaw. Jednak chyba wszyscy mieliśmy nadzieję, że górę weźmie później. Okoliczności też nie były sprzyjające. W końcu Welli powinien dowiedzieć się tego bezpośrednio od dziewczyny. No cóż... Przyznam, że zachowanie Andreasa na początku mnie rozczarowało, ale po przecztaniu doszłam do wniosku, że nie postąpił źle. Czego ja oczekiwałam ? Że po takiej poważnej sprawie będzie radosny ? On musi ochłonąć ! Ona zresztą też ! Później już będzie z górki. Pozdrawiam i weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale ale ale ale ale ale ale co? :o
    Jak to? :o

    Ehh, Łucja, przerąbałaś sobie :c Takiego faceta stracić to grzech... Chociaż nie dziwię się, że Łucja nie powiedziała tego Andreasowi. W końcu był jeszcze dla niej kimś niemal obcym, spotkała się z nim tylko kilka razy.
    Tak mi jej szkoda :(
    Było jasne, że kiedyś to wyjdzie na jaw, ale miałam nadzieję, że Łucja mu powie :c

    Dobra, muszę ochłonąć po tym rozdziale...
    Pozdrawiam i dużo, dużo weny słoneczko ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku. Ty geniuszu jeden no, musisz opisywać to wszystko tak idealnie, żebym ja beczała jak bóbr, kiedy czytam. Naprawdę, pokłony przed Tobą za tak doskonałe pisanie.
    To jest takie cholernie trudne, nie da się opowiedzieć po jednej ze stron. Bo owszem, Andi powinien wiedzieć, wiedzieć od niej, a jednak w pełni potrafię zrozumieć czemu ona mu nie powiedziała, co zresztą w poprzednich rozdziałach opisałaś równie doskonale jak tutaj.
    Wierzę jednak, że Andi też zrozumie ją, jej punkt widzenia i że nie zawiedzie. Skoro jest impulsywny to z pewnością potem przeanalizuje całą sytuację i wyciągnie właściwe wnioski.
    Czy ja mówiłam, że jesteś genialna? ;p
    Pozdrawiam ;***
    a i jeśli masz czas i ochotę to zapraszam http://inna-konstelacja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za cholerę nie potrafię przyjmować tych Waszych komplementów i w efekcie chyba tak się speszę, że zapadnę się pod ziemię i ślad po mnie zaginie :< Dziękuję Ci bardzo, no :*
      I oczywiście, że mam ochotę żeby do Ciebie wpaść, jeśli chodzi o czas to z tym jest trochę gorzej, ale będę tam tak szybko jak tylko rozprawię się z moimi obowiązkami :)))

      Usuń
  8. Andi wzruszył mnie strasznie. Tym staniem pod szkołą, tym pomysłem włamania się do archiwum szpitala. Widać, że nie jest gwiazdorkiem, który po prostu zalicza pod skocznią fanki. Dziewczyna, spotkana tylko parę razy wryła się w jego pamięć i jego serce. Na dobre. I widać, że planował coś poważnego.
    Logiczne, że Łucja go okłamała. Z takiego czysto ludzkiego punktu widzenia, każdy człowiek chyba zrobiłby to samo co ona.
    I może paradoksalnie lepiej, że wyszło na jaw teraz, a nie za jakiś czas, gdy ich więź byłaby jeszcze mocniejsza, Andreas jeszcze bardziej oswoiłby się z myślą, że jest młoda, silna, pełna życia...
    Dodam jeszcze, że całe szczęście iż nie próbowałaś z niego zrobić takiego sztucznego ideału, który wszedłby do tej sali, mówiąc że będzie walczył z nią i, że jej choroba nic między nimi nie zmienia. Tylko pokazałaś, że poza naszym Pieszczoszkiem wyśnionym on jest człowiekiem.
    I potrzebuje teraz czasu i wielu chwil aby pogodzić się z usłyszaną, okrutną prawdą...
    Bo smierć jest jedną, wielką zagadką, ktorej nikt zadawać sobie nie chce. Bo z lekka chyba przeraża nas swoim absurdem. Jest ktoś, zawsze był, a nagle go nie ma... A z drugiej strony jest taka realna i czeka na każdego.
    I biedniutki Welliś musi się z tym zmierzyć...
    Z rozdziału na rozdział jestem coraz bardziej wciągnięta w tą opowieść.
    Ona jest...
    Może wystarczy, że jesteś Geniuszem, co?
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja kocham te Twoje komentarze <333
      Wiesz, z początku chciałam z niego zrobić taki ideał, który jest gotowy walczyć razem z Łucją, ale potem zeszłam z obłoczków na ziemię i dotarło do mnie, że coś takiego nie wchodzi w grę, bo gryzłoby się to z ideą tego opowiadania. Tu od początku do końca nic nie ma być idealnie, bo i w życiu tak nie jest :)
      Dziękuję Ci bardzo, no <3 Komentarze od Ciebie zawsze są takie cudowne, że rozpłynąć się można przy samym czytaniu^^
      Kocham Cię, geniuszu :*

      Usuń
  9. Kurcze :< Niby wiedziałam, że to kiedyś wyjdzie. Musiało wyjść, bo kłamstwo ma krótkie nogi i ciągnąć go w nieskończoność zwyczajnie się nie da. Jednak i tak mnie trzepnęło, gdy w końcu do tego doszło. Bo on nie powinien dowiedzieć się tego wszystkie w taki sposób. Najlepiej by było, gdyby porozmawiali i Łucja dostałaby jeszcze jedną szansę, aby wszystko na spokojnie wytłumaczyć chłopakowi. Może w takiej sytuacji jego reakcja nie byłaby taka ostra? Bo on ją kocha, o czym świadczy to niecierpliwe wyczekiwanie pod szkołą, a potem nawet desperacja w postaci szalonego plany włamania się do archiwum szpitalnego. Czegoś takiego nie zrobiłby ktoś, kto traktuje uczucie jak świetną zabawę. Andi się zaangażował i pewnie szybko pożałuje wypowiedzianych słów i tego, że tak naskoczył na dziewczynę. Zrozumie wszystko - jestem tego pewna, ale czy wtedy nie będzie już za późno? Mam nadzieję, że nie. Bo przecież Łucja zachowała się po ludzku. Tak, jak na jej miejscu postąpiłaby większość społeczeństwa. Nie ma co kryć - ludzie to jednak tchórzliwe istoty i wolą kłamać, niż stawić czoła konsekwencją wypowiedzianej prawdy. Teraz najważniejszy jest czas. Bo kiedy opadną emocje, myślę, że wszystko stanie się prostsze. Nie - proste, bo w obliczu takiej choroby nic już łatwe i przyjemne nie będzie, ale przynajmniej Andreas może zrozumie kilka rzeczy i wróci do Łucji, pomoże jej w walce.
    Oj, czekam na to niecierpliwe, bo z rozdziału na rozdział czarujesz mnie coraz bardziej.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń