wtorek, 21 stycznia 2014

drugi: to trochę szalone, bo nawet nie znam Twojego imienia


Jeśli Łucja miałaby wybrać rzecz, której najbardziej nienawidziła w szpitalu, to zaraz po brzydkim kolorze ścian w salach, do których trafiała, wspomniałaby o windzie.
Nienawidziła szpitalnych wind.
Zwłaszcza w godzinach szczytu, kiedy to rodzice przyjeżdżali po pracy, odwiedzać swoje dzieci. Ciasne pomieszczenie było wtedy wypełnione po brzegi, a ona nie umiała złapać oddechu.
A doktor Littmann twierdził, że nie powinna się męczyć używając schodów. Czy on kiedykolwiek próbował podróżować w takim wypchanym po brzegi pomieszczeniu?
Kiedy winda zatrzymała się na parterze, ludzie wysypali się z niej z tak zawrotną prędkością, iż niemal nie musiała używać nóg, aby się z niej wydostać. Została wypchana siłą.
Automat z przekąskami, który był celem jej podróży znajdował się przy recepcji i był jedynym takim urządzeniem w budynku. Szpital w Heilbronn stał się jej drugim domem, znała już niemal każdy jego zakątek i nigdzie nie udało jej się znaleźć podobnego luksusu gdzieś bliżej swojej sali.
Z ulgą zauważyła, że żadna z osób, zajmujących wcześniej cenną przestrzeń w windzie, nie obrała sobie tego samego celu co ona. Ulga jednak szybko przekształciła się w irytację, a ta z kolei w szok i niedowierzanie.
Zirytowała się gdy zobaczyła tłum dzieciaków oblegających - jak początkowo pomyślała – automat z przekąskami. Momentalnie zdała sobie jednak sprawę, że dzieci są skupione wokół młodego chłopaka. Chore serce zabiło jej zdecydowanie za szybko gdy rozpoznała tą twarz. Przez chwilę zdawało jej się, że to uboczne działanie leków, którymi ją faszerowano, że to co widzi to tylko jakiś majak, wytwór jej wyobraźni. Mrugnęła kilka razy powiekami, ale obraz wciąż pozostawał niezmieniony.
Andreas Wellinger.
Ten sam, który wygrał swój pierwszy letni konkurs w jej rodzinnej miejscowości. Ten sam, który później zdominował cały letni cykl. Ten, którego twarz wyskakiwała ostatnimi czasy z każdej, przysłowiowej lodówki. Z tego powodu nie powinna być chyba zaskoczona, że pojawił się i tutaj, w jej drugim domu.
Nie mogła się pomylić, a utwierdzał ją w tym fakt, że dzieci podawały mu zeszyty w kolorowych okładkach, w których on wyniośle składał swój podpis. Jednej z dziewczynek podpisał się nawet na gipsowym usztywnieniu, okalającym jej przedramię.
Coś jakby szarpnęło ją za żołądek, a następnie zmusiło jej serce do jeszcze szybszego bicia. Nie mogła sobie pozwolić na takie emocje, by nie doprowadzić do własnego zgonu, na oczach tylu ludzi.
Natychmiastowo się otrząsnęła, przypominając sobie po co w ogóle się tam znalazła.
-Przepraszam! - zawołała, ściągając na siebie błękitne tęczówki chłopaka. Wzięła głęboki oddech, wiedząc, że jeśli tego nie zrobi, jej organizm przestanie funkcjonować. Jego spojrzenie było dosłownie zabójcze. Słowa tymczasowo ugrzęzły jej w gardle, ale po chwili zdała sobie sprawę, że chłopak czeka aż Łucja przekaże mu swoją prośbę. - Mógłbyś się trochę przesunąć? - spytała, dziwiąc się samej sobie, że zrobiła to z taką łatwością, biorąc pod uwagę niezidentyfikowany obiekt blokujący jej gardło.
Wellinger poruszył uwodzicielsko brwiami i uśmiechnął się kusząco, prezentując rzędy białych zębów, ale poza tą nic nieznaczącą mimiką, nie zareagował w żaden sposób na jej prośbę.
Momentalnie jej fascynacja jego osobą sięgnęła dna.
Krew w niej zawrzała z oburzenia, ale wzięła kolejny głęboki oddech i szybko powróciła do spokojnego stanu.
Bez nerwów, Łucja – powiedziała do siebie w myślach. - Nic się nie pali, nigdzie się nie spieszysz, możesz chwilę poczekać.
Usiadła na jednym z krzeseł stojących rzędem przy automacie, zakładając nogę na nogę i cierpliwie czekała aż dzieci się rozejdą, choć nic nie wskazywało na to, aby miało to szybko nastąpić, bo tłumek zamiast stopniowo się zmniejszać, nieprzerwanie się powiększał.
Była zmuszona czekać, dłuższą chwilę, próbując zachować spokój. Nie pomagał jej w tym fakt, że powodem jej czekania był sławny sportowiec. Bardzo przystojny, aczkolwiek trochę nazbyt pewny siebie, co dużo mu ujmowało w oczach Łucji.
-A ty nie chciałabyś autografu?
Wzdrygnęła się gwałtownie, niespodziewanie słysząc nad sobą głos sportowca, który przed chwilą wykazał się niezwykłą dojrzałością i wysokim poziomem swojej kultury osobistej.
-Chciałabym kupić batonika - odparła ze stoickim spokojem, przybierając nonszalancką postawę. Oczywiście, że chciałaby jego autograf!
Stanęła naprzeciw urządzenia, wrzuciła do niego odliczone pieniądze i z pamięci wybrała numer, pod którym znajdowały się jej ulubione batoniki. Wzięła dwa, drugi dla Łukaszka, który wkrótce miał do niej zajrzeć wraz z rodzicami.
-A wiesz – usłyszała nad sobą głos Andreasa, gdy schylała się by wyciągnąć smakołyk z otworu - że osobom niepełnoletnim nie wolno opuszczać swoich oddziałów bez opieki osoby dorosłej?
-Co ty nie powiesz? - wyprostowała się, obrzucając go krótkim, lecz złowrogim spojrzeniem.
Wyminęła go i skierowała się na szpitalny dziedziniec. Czuła, że musi zaczerpnąć świeżego powietrza po tym jak zaserwowała sobie tak urozmaiconą paletę emocji.
-Dlaczego mi uciekasz? - spytał i zrównawszy się z nią krokiem, po raz kolejny obdarzył ją swoim pięknym uśmiechem.
-Jasny gwint – mruknęła, niechętnie przyjmując jego obecność przy sobie. - Do dziś myślałam, że tylko Polacy są tacy natrętni.
-Tu się zgodzę – wyszczerzył się. - Są natrętni, szczególnie jak próbują być lepsi ode mnie w konkursach.
-Za grosz skromności – westchnęła, odgarniając kosmyk włosów za ucho. - Za grosz – powtórzyła by podkreślić swoje oburzenie. - To też takie polskie...
-Ale ja jestem Niemcem z krwi i kości – zaprotestował natychmiastowo Andreas.
-Przecież widzę! - fuknęła Łucja, zirytowana jego nadętą postawą. - Czysty Aryjczyk z ciebie. Pewnie byłabym jedną z twoich ofiar gdybyśmy żyli jakieś pół wieku temu.
-Chyba nie byłbym w stanie zrobić krzywdy takiej ładnej dziewczynie – uśmiech nie schodził z jego twarzy, a pod jego wpływem, policzki Łucji zmieniły swój kolor na lekko różowy. - Ale chętnie pozbyłbym się tego Kota, co strzelał fochami gdzie popadnie, kiedy musiał uznać moją wyższość w Wiśle.
-Jesteś okropny – wyznała bez ogródek. - I mam nadzieję, że jeszcze nie raz zostaniesz pokonany przez Polaka. Najlepiej na swojej ziemi.
-I kto tu jest okropny! - oburzył się Wellinger, słysząc jej słowa. - Ja przynajmniej nikomu źle nie życzę! Skąd w tobie tyle złości? W ogóle nie wyglądasz na chorą!
Poczuła jak całe jej ciało sztywnieje. Nie lubiła mówić obcym osobom o swojej chorobie. Wiedziała, że wprowadziłaby je w zakłopotanie i poczucie obowiązku traktowania jej w uprzywilejowany sposób. Nie lubiła kiedy okazywano jej współczucie. Z Andreasem prawdopodobnie widziała się po raz pierwszy i ostatni, dlatego nie miała zamiaru informować go o o swoim poważnym stanie. Skoro już więcej mieli się nie spotkać, nie chciała by zapamiętał ją przez pryzmat choroby. Całe szczęście miała przygotowaną bajeczkę, którą opowiadała każdej przypadkowo spotkanej osobie, chcącej znać powód jej pobytu w szpitalu.
-Bo nie jestem – odparła, bawiąc się nerwowo rąbkiem swojej bluzy. - Przetrzymali mnie tutaj po tym jak zemdlałam w szkole, tylko po to by oznajmić mi, że to niespokojne hormony, więc już wiesz skąd we mnie tyle złości! - dodała gładziutko, jakby to rzeczywiście była prawda. Powtarzała to tyle razy, iż czasami miała wrażenie, że tak właśnie jest.
-Niespokojne hormony? - zaśmiał się. - I tak jesteś aniołkiem w porównaniu z moimi siostrami.
Uśmiechnęła się blado słysząc jego wyznanie. Tak bardzo chciałaby być okropną, starszą siostrą w oczach swojego brata. Nie tą chorą, umierającą osobą, którą musi odwiedzać w tym okropnym miejscu.
Nie chcąc zagęszczać atmosfery swoim przygnębieniem, wyciągnęła z kieszeni kawałek jakiegoś opatrunku.
-Jesteś okropny – powtórzyła swoje stwierdzenie, tym razem spokojniejszym tonem – ale twoim autografem nie pogardzę. - podała mu opatrunek, a on obejrzał go z każdej strony, jakby nie rozumiejąc co ma z nim zrobić. - Nie patrz tak na to – westchnęła niecierpliwie. - Nie mam nic innego pod ręką.
Rzucił jej przelotne spojrzenie, po czym wyciągnął z kieszeni marker.
-Za to ty, widzę, jesteś przygotowany na wszystko!
-Zawsze i wszędzie – jeszcze raz zwrócił na nią swoje błękitne oczy, po czym skupił się na białej tkaninie. Dość sprawnie mu poszło, biorąc pod uwagę fakt, że bandaże nie są najwygodniejszym materiałem do pisania.
-Dziękuję! - uśmiechnęła się promiennie, gdy oddał jej zabazgrany przez niego opatrunek, po czym niespodziewanie zniknęła mu sprzed oczu.
Dostrzegł ją dopiero przy szklanych drzwiach, prowadzących do budynku. Pognał za nią, mając nadzieję, że jeszcze chwilę z nią porozmawia, ale gdy wpadł do recepcji, zauważył, że nie była już sama. Ściskała mocno jakiegoś chłopczyka, który prawdopodobnie był jej młodszym bratem, a wszystkiemu przyglądała się para dorosłych.
Obrazek bardzo przyjemny dla oka, ale on, mimo wszystko, skupiał całą swoją uwagę na tej dziewczynie.
Trudno było na nią nie patrzeć. Miała w sobie mnóstwo energii do życia i z radością roztaczała ją wokół siebie. Jej niebieskie oczy nieustannie błyszczały, nawet gdy łypała na niego agresywnie, kiedy powiedział coś co ją zniesmaczyło.
Sam się sobie dziwił. Dziewczyna jak każda inna. Mógł mieć takich tysiące, a jednak w tej, konkretnej było coś co sprawiało, że lgnął do niej jak pszczoła do miodu.
-Halo! - usłyszał nad sobą znajomy głos swojej siostry, Julii i natychmiast spadł z wyimaginowanych obłoków na twardy grunt. - Nie wiem co przykuło tak twoją uwagę, ale ja chciałabym już jechać do domu.
Trzeba było zamówić taksówkę – pomyślał, nie mówiąc tego głośno. Julia była bardzo wybuchowa, a on nie chciał na własne życzenie psuć sobie swojego znakomitego nastroju.
Chociaż jego mina nieco zrzedła, kiedy zdał sobie sprawę z pewnego braku w swojej wiedzy.
Nie poznał nawet jej imienia.

Ale wiedział, że je pozna. W końcu nie bez powodu dał jej swój autograf w dość nietypowy sposób i to bynajmniej nie dlatego, że składał go na opatrunku.

______________
Jak ja Was wszystkie kocham! :* 
Przepraszam za dość długą przerwę, ale szkoła nie działa najlepiej na moją wesołą twórczość :) Do tego jeszcze ten okropny upadek Morgiego, który skutecznie zniechęcił mnie do życia, bo Morgi to dla mnie synonim słowa "skoki narciarskie". Gdyby nie on to by mnie tu teraz nie było. No chyba, że jako sezonowiec po medalach naszych skoczków z Val di Fiemme, ale chyba nie czułabym się z tym najlepiej :) Thomas całe szczęście czuje się już lepiej, a ja mam ferie, więc od pisania będzie trzeba mnie odciągać siłą :p
Do następnego :* 

13 komentarzy:

  1. Też mam ferie, żółwik ♥
    A teraz trochę o tym, jak się czułam, czytając

    *o*

    Jak
    Ja
    Cię
    Kocham ♥
    Rozdział jest wspaniały, wzruszający i cudowny ♥ Chyba się zakochałam ♥
    A Welliego kocham jeszcze bardziej od sobotniego konkursu w Zakopanem, gdy zatrzymał się przy mnie, dał mi autograf i zrobił sobie ze mną zdjęcie *u* ♥

    Trzymam kciuki za Andiego i Łucję :3 Jak nie zrobisz z nich pary to ja z nich zrobię parę ^^

    Kooocham Cię ♥♥
    I czekam na kolejny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeeej! Zazdroszczę Zakopca! Mimo braku Morgiego i tego całego cyrku, który tam powstał :)

      Usuń
  2. Ojejku!
    Jejku, jejku, jejku <3
    Biedny Andi :c biedny :c powinna mu chociaż imię zdradzić :c
    Ale ja wiem, że Ty znajdziesz idealny sposób by ich zapoznać w odpowiedni sposób <3
    No.
    I to tyle.
    Bo zaraz mi się polski zaczyna :c nie wszyscy mają takie przywileje jak ferie :c
    Buziaki, słonko! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam ferie i siedzę z chemią - jej, jak ja to kocham!
    I w ogóle mam deprechę po weekendzie w Zako, ale szkoda o tym gadać.
    Tak się ucieszyłam, jak zobaczyłam, że dodałaś ten drugi rozdział, że od razu tu przyleciałam.
    I ... jejku, zabiłaś mnie swoim geniuszem, nie spodziewałam się, że oni się spotkają w szpitalu, i że Andi będzie rozdawał autografy dzieciakom, i ... i w ogóle to było takie piękne i cudowne, każde słowo, każda kropka, że ...
    Uh,chylę czoła.
    I jestem zachwycona ich początkiem znajomości. Tylko tak się teraz zastanawiam co on jej dokładnie napisał na tym opatrunku?
    O Boziu, boziu ja chce juz następny, kiedy następny?
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo ja też mam ferie, to bd miała co czytac przez ten czas ;)
    Ten rozdział jest uroczy ;) Nie mogę sie doczekać kolejnego rozdziału ;)
    Piszesz cudownie ;)
    Pozdrawiam;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba pierwszy raz piszę tutaj komentarz od razu po przeczytaniu. Przezwyciężyłam tamtego lenia i chyba możesz mnie tutaj widywać częściej :3
    Hahahaha ja też ma ferie :3
    Od pisania na razie odciągają mnie cholerne zatoki ;c
    Nie mam zielonego pojęcia co ci napisać. Robisz to idealnie. Wszystko tak przejrzyste i można się poczuć, jakby było się obok nich.
    Andiego walnęło od pierwszego wejrzenia <3
    Czuję, że zjawi się jeszcze w tym szpitalu :3
    weny kochana :*

    http://daleko-ode-mnie.blogspot.com/
    http://te-dni-odeszly.blogspot.com/
    http://we-found-love-in-a-whole-new-place.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mam wolne bo z powodu warunków atmosferycznych zamknęli mi szkołe !
    Tak to jest w Wielkopolsce ....

    A Andi taki słoooodki <3 Taki pewny siebie.
    A ona taka podirytowana.
    Tylko biedna bo chora ;/ Ale na początku wredna !

    Uwielbiam Cię i Twój Styl pisania ! A Maciuś już cały nadrobiony XDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, zdecydowanie zakochałam się w Twoim stylu pisania.
    Łucja jest niezwykła, świetnie skonstruowana, ma swój charakterek, a jednocześnie jest tak niezwykle ujmująca, nawet gdy odłożymy na bok jej chorobę.
    I ten Wellinger, o mamo.
    Kurcze, nawet nie wiem jak wyrazić swoje odczucia.
    Pisz, pisz, po to są ferie. Ja już nie mogę się doczekać.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. To było piękne<3
    I myślę, że nie będzie zwrotu, który częściej od piękna pojawi się w moich komentarzach do tego bloga.
    Tak strasznie mi żal Łucji.
    Z jej charakterem, jej temperamentem, jej siłą do życia można zawojować cały świat, a ona musi leżeć przypięta do tych maszyn i jedyną jej radością są już batoniki z automatu.

    A Pieszczoszątko nasze mnie tak rozczuliło tutaj, że tego się zdefiniować w żaden sposób nie da.
    Rozdawał dzieciakom w szpitalu aufografy, no i był sobą.
    Bo to jest właśnie takie trochę słodko-beszczelne stworzonko w mojej wyobraźni.
    I podziwiam Łucję za jej konsekwentną postawę i upieranie się, że chodzi tylko o batonik.
    Ja bym z miejsca chyba zapomniała o każdym rodzaju słodyczy, no nawet białej czekoladzie^^

    I teraz Welliś wróci, prawda?
    I już zostanie do...
    Do...
    Sama się boję dowiedzieć do czego.
    Powtórzę się, że jesteś moim geniuszem.
    Trzymaj się i dużo feryjnej weny^^

    OdpowiedzUsuń
  9. No to jak każdy to każdy: ja też mam ferie. Dlatego właśnie tutaj jestem i znalazłam odrobinę czasu na nadrobienie zaległości, a trochę ich mam. Tak to jest, jak każde skoczne opowiadanie mi się podoba.
    A Twój styl pisania... Tak lekko, perfekcyjnie jak prawdziwa pisarka. Pisz, pisz.
    Tak bardzo żal mi Łucji, jest taka młoda, tyle życia przed nią, a musi cierpieć i leżeć w szpitalu. Zamiast siedzieć w domu, mieć swoje cudowne życie nastolatki, to cały swój czas spędza w szpitalu, przez chorobę, która akurat wybrała biedną Łucję. Życie w wielu kwestiach jest takie niesprawiedliwe, i tak często. Nikt nie zasługuje na chorobę :(
    Chociaż na chwilę poprawił jej się humor, gdy zobaczyła Andreasa, który onieśmielił ją swoim wyglądem. Autograf - bo wiadomo, musi być. A autograf na opatrunku - to sama kreatywność :) Gdzieś jej musiał napisać.
    Na pewno jeszcze kiedyś się spotkają, muszą. Nie zna jej imienia. I będzie myślał o niej cały czas, na pewno.
    POZDRAWIAM! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam to opowiadanie i twój styl pisania. Już czuć chemię między nimi co mnie bardzo cieszy. Teraz tylko pozostaję mi czekać na kolejny rozdział i ich kolejne spotkanie

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też miałam ferie. I też miałam je wykorzystać w stu procentach na pisanie. No, ale nie wyszło :P

    Opowiadanie REWELACYJNE !!!
    Zresztą jak mogło być inaczej. Przecież taka pisarka jak Ty potrafi zdziałać cuda. Masz strasznie przyjemny styl pisania. Czyta mi się tak lekko i przyjemnie.
    Mało tego głównym bohaterem jest Andi !
    I jak tu nie kochać tej historii, co ?! ^^
    To jak Welli rozdawał autografy dzieciom pod szpitalem było wręcz bajeczne.
    Szkoda mi jednak bohaterki. Zamiast biegać, szaleć z innymi dziećmi, swoje dzieciństwo spędziła w szpitalu ;(
    No, ale jest Andi ! I mam nadzieję, że to on sprawi, że uśmiech na twarz Łucji zawita na długo, nawet bardzo długo.
    Cóż ja się będę tutaj rozwodzić. Wiadomo, że wszystko co piszesz jest cudowne !! :))

    Pozdrawiam cieplutko i weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. No wiesz, jak ona mogła go tak potraktować? :< On się wydaje taki kochany. Skąd ja wiedziałam, że nie zapyta jej o imię?
    + znów świetnie opisane uczucia! Więcej napiszę jak tylko będę w stanie. :D

    OdpowiedzUsuń